czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział VI

Kolejne dni, Hermiona spędziła na rozmyślaniu gdzie może się kryć ten cholerny naszyjnik. Wydawało jej się jakby szukała horkruksu. Ciągle przyglądała się Severusowi. Znając życie jego starsza wersja ukryje go gdzieś przy nim. Szukanie Spero w Hogwarcie to szukanie igły w stogu siana. Raz nawet została zmuszona do rzucenia zaklęcia "Accio" na Severusa, który był pogrążony w jakiejś lekturze.

Dzisiaj miał odbyć się podwieczorek u Slughorn'a. Miała jakąś szansę zagadać do Severusa i wypytać się go o parę rzeczy. Od jakiegoś czasu chłopak unika ją jak ognia. Kiedy ją widzi, odwraca się na pięcie i szybkim krokiem zmierza do swojego dormitorium.
Teraz, Hermiona stoi przed wielką salą w oczekiwaniu na Lily, która za chwilę miała przyjść z pokoju, bo zapomniała jakiejś książki. Do dziewczyny podszedł nie kto inny jak Remus Lupin. Wyglądał na zawstydzonego. Od ostatniej rozmowy nie wspominali o eliksirze tojadowym. Czasami wymieniali między sobą parę słów i tyle. Remus tak samo jak Snape omijał ją. Jednak nie tak bardzo. Puszczał do niej nieśmiałe spojrzenia. Pewnie bał się, że dziewczyna może wygadać wszystkim jego największy sekret. Nic dziwnego, Hermiona też by tak reagowała.
- Hermiona... - zaczął nieśmiałe.
- Hej, Remus... - odpowiedziała, przekładając kosmyk włosów za ucho. Te kudły z pierwszej klasy ciągle wlatywały jej do oczu. Jak ona to kiedyś wytrzymywała?
- Słuchaj... Ja w sprawie tego... tego eliksiru - poinformował cicho, a Hermiona lekko się ucieszyła.
- Wiesz... Tutaj ktoś może nas usłyszeć... Przyjdź po lekcjach do nieczynnej łazienki prefektów - odparła, a chłopak lekko się zarumienił. Remus i rumieniec? Nie... Pewnie zjadł jakąś niedobrą fasolkę i teraz się to na nim odbija.
- Dobra... Do zobaczenia... - wyszeptał i wręcz pobiegł w stronę boiska do quidditch'a. Hermionie zrobiło się przykro, jej ulubionego nauczyciela. Wie, że tak na prawdę nic się nie stanie, ani nic się nie dzieje, jednak kiedy go widzi... Kiedyś taki był... Dobre z tego, że miał przyjaciół jakimi byli James i Syriusz. Petera w to nie wliczała, bo on był zdrajcą. Takim jak Snape.

*

Lekcje już minęły. Hermiona popatrzyła na zegarek. Teraz ma się spotkać z Remusem, a za godzinę ma być na podwieczorku u Slughorn'a. Szybkim krokiem zmierzała ku toalecie dziewcząt. Niestety nawet w tych czasach królowała tam jęcząca Marta i dlatego toaleta była nieczynna.
Kiedy weszła do środka, zastała zmieszanego Remusa. Nadal z rumieńcem na twarzy. Szybko podbiegła do niego, uśmiechając się szeroko.
- Więc chcesz, żebym ci go uwarzyła? - zapytała z zadowolonym tonem w głosie.
- Wiesz... Niestety dalej nie za bardzo ci ufam... - stwierdził. Hermione trochę to zabolało, ale rozumiała go.
- Słuchaj, ja na prawdę chcę ci pomóc - chwyciła go za ramiona i spojrzała prosto w jego smutne oczy. Rzadko go takiego widziała. Z huncwotami ciągle się śmiał, tryskał energią i humorem na kilometr. Żartował razem z nimi, wygłupiał się i robił kawały. Tutaj... tutaj wyglądał wręcz koszmarnie. Podkrążone oczy i blada twarz bez żadnego wyrazu.
- Ja dziękuję ci... Choć... Eliksir nie istnieje. Tylko dlatego ci nie ufam w tej sprawie. Przyglądałem się tobie... Jesteś na prawdę mądra i wiem, że nie oszukałabyś mnie I... I nawet zaczęłaś mi się podobać... - wyszeptał, a Hermionie trochę zbliżało się do śmiechu. Gdyby popatrzeć na tą scenę w trzeciej osobie to wyglądałoby komicznie. Jedenastolatek wyznaje jedenastolatce miłość w damskim kiblu. Hermiona chciała coś odpowiedzieć, ale przerwał jej jakiś krzyk.
- Chłopak! - pisk zdawał się dochodzić z jednej z kabin. Nie mylili się. Zaraz z toalety wyleciała jęcząca Marta - Już nawet nie da się spokojnie pomyśleć o śmierci, bo jakiś CHŁOPAK chce we mnie rzucić KSIĄŻKĄ! A może znowu zostanę zabita? - jęczała, a Remus patrzył na nią jakby zobaczył ducha... Idealnie - Liczę do trzech... ALBO SKOŃCZYSZ JAK JA! - pisnęła i zaczęła gonić zdezorientowanego Remusa do drzwi wyjściowych. Kiedy wybiegł, Marta wróciła.
- A ty? Chcesz się ze mnie ponabijać? - zapytała ze smutkiem.
- Em... Nie... Nie musiałaś przeganiać Remusa - poinformowała.
- Nie... Nie musiałam. Ale teraz nie muszę się bać, że przez to umrę - pisnęła.
- Przykro mi przez twoją śmierć, ale nie bój się. Bazyliszek już nikogo innego nie zabije, bo został zabity - odpowiedziała i udała się w stronę wyjścia. Zamykając drzwi, zobaczyła zdziwioną twarz Marty. Jeszcze nigdy nie zdezorientowała ducha.
*
Severus omijał Hermionę tak jak tylko potrafił. Nie rozumiał co miał oznaczać pokój życzeń. Przecież ta dziewczyna go nie interesuje, ale Lily...
Chłopak podążał z torbą w stronę zamkniętej toalety dla dziewcząt. Oczywiście Granger i Lupin zaplanowali sobie tam spotkanie. Musiał jak najszybciej ukryć to, że od jakiegoś czasu tam przesiaduje. Szybko zgarnął kociołek z ogniem i przeniósł go do najbliższej kabiny. Chciał już wyjść, ale usłyszał skrzypienie drzwi. Po chwili rozległy się kroki. To musiał być Remus, bo słyszał jego ciężkie westchnięcia. Nie mógł teraz wyjść, bo jak się wytłumaczy?
"Siedzę sobie w damskim kiblu i warzę eliksir, nie przeszkadzajcie sobie".
Nagle usłyszał kolejny dźwięk, otwieranych się drzwi. To musiała być Granger. Chciał być cicho, ale nagle obok niego pojawiła się dziewczyna. No... dziewczyna-duch. To była Marta. Poznał ją kiedy znosił składniki do eliksiru. Okazało się, że są całkiem podobni. On i ona nie mieli łatwo w szkole. Obydwoje byli wyśmiewani i nawet zaprzyjaźnili się. Jednak teraz Severus chciał, żeby Marta była cicho.
- No cześć, Severus - powiedziała z uśmiechem.
- Marto... możesz być ciszej? Tamta dwójka nie może się dowiedzieć, że tu jestem - szepnął, wyglądając przez szczelinę.
- Ach... Już mnie nie lubisz? - posmutniała.
- Nie, Marto. Proszę, nie zrozum mnie źle, ale na prawdę mi zależy, żeby... - zaczął lecz jednak coś przykuło jego uwagę.
- I nawet zaczęłaś mi się podobać - usłyszał głos Remusa. Ten niebezpiecznie zaczął zbliżać się do Hermiony. Severus nie mógł dopuścić, żeby doszło do czegoś więcej.
- Marto... Mam do ciebie prośbę... Będę ci wdzięczny... Możesz go przegonić? - zapytał z nadzieją. Marta się uśmiechnęła.
- Oczywiście, dla ciebie wszystko, ale po śmierci, kiedy twój eliksir wybuchnie ci w twarz, masz zamieszkać ze mną w toalecie - powiedziała entuzjastycznie.
- Pewnie... Ale weź go przegoń!
Marta szybko wyleciała z toalety i zaczęła swój cyrk. Coś o śmierci, coś o chłopakach... Kiedy Remusa już nie było, Hermiona zaczęła wychodzić.
- Przykro mi przez twoją śmierć, ale nie bój się. Bazyliszek już nikogo innego nie zabije, bo został zabity - usłyszał i sam stanął jak słup soli. Kiedy drzwi się zatrzasnęły, wyszedł z kabiny.
- O czym ona mówiła? - zapytał.
- O... o mojej śmieci... - szepnęła Marta, po czym zaczęła wrzeszczeć i z hukiem wleciała do jednej z toalet.

1 komentarz:

  1. Rozdział mega! Bardzo podoba mi się Twój styl pisania. Jest lekki. Ciekawe jak Sevvy wykorzysta informację o bazyliszku?

    OdpowiedzUsuń