czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział VI

Kolejne dni, Hermiona spędziła na rozmyślaniu gdzie może się kryć ten cholerny naszyjnik. Wydawało jej się jakby szukała horkruksu. Ciągle przyglądała się Severusowi. Znając życie jego starsza wersja ukryje go gdzieś przy nim. Szukanie Spero w Hogwarcie to szukanie igły w stogu siana. Raz nawet została zmuszona do rzucenia zaklęcia "Accio" na Severusa, który był pogrążony w jakiejś lekturze.

Dzisiaj miał odbyć się podwieczorek u Slughorn'a. Miała jakąś szansę zagadać do Severusa i wypytać się go o parę rzeczy. Od jakiegoś czasu chłopak unika ją jak ognia. Kiedy ją widzi, odwraca się na pięcie i szybkim krokiem zmierza do swojego dormitorium.
Teraz, Hermiona stoi przed wielką salą w oczekiwaniu na Lily, która za chwilę miała przyjść z pokoju, bo zapomniała jakiejś książki. Do dziewczyny podszedł nie kto inny jak Remus Lupin. Wyglądał na zawstydzonego. Od ostatniej rozmowy nie wspominali o eliksirze tojadowym. Czasami wymieniali między sobą parę słów i tyle. Remus tak samo jak Snape omijał ją. Jednak nie tak bardzo. Puszczał do niej nieśmiałe spojrzenia. Pewnie bał się, że dziewczyna może wygadać wszystkim jego największy sekret. Nic dziwnego, Hermiona też by tak reagowała.
- Hermiona... - zaczął nieśmiałe.
- Hej, Remus... - odpowiedziała, przekładając kosmyk włosów za ucho. Te kudły z pierwszej klasy ciągle wlatywały jej do oczu. Jak ona to kiedyś wytrzymywała?
- Słuchaj... Ja w sprawie tego... tego eliksiru - poinformował cicho, a Hermiona lekko się ucieszyła.
- Wiesz... Tutaj ktoś może nas usłyszeć... Przyjdź po lekcjach do nieczynnej łazienki prefektów - odparła, a chłopak lekko się zarumienił. Remus i rumieniec? Nie... Pewnie zjadł jakąś niedobrą fasolkę i teraz się to na nim odbija.
- Dobra... Do zobaczenia... - wyszeptał i wręcz pobiegł w stronę boiska do quidditch'a. Hermionie zrobiło się przykro, jej ulubionego nauczyciela. Wie, że tak na prawdę nic się nie stanie, ani nic się nie dzieje, jednak kiedy go widzi... Kiedyś taki był... Dobre z tego, że miał przyjaciół jakimi byli James i Syriusz. Petera w to nie wliczała, bo on był zdrajcą. Takim jak Snape.

*

Lekcje już minęły. Hermiona popatrzyła na zegarek. Teraz ma się spotkać z Remusem, a za godzinę ma być na podwieczorku u Slughorn'a. Szybkim krokiem zmierzała ku toalecie dziewcząt. Niestety nawet w tych czasach królowała tam jęcząca Marta i dlatego toaleta była nieczynna.
Kiedy weszła do środka, zastała zmieszanego Remusa. Nadal z rumieńcem na twarzy. Szybko podbiegła do niego, uśmiechając się szeroko.
- Więc chcesz, żebym ci go uwarzyła? - zapytała z zadowolonym tonem w głosie.
- Wiesz... Niestety dalej nie za bardzo ci ufam... - stwierdził. Hermione trochę to zabolało, ale rozumiała go.
- Słuchaj, ja na prawdę chcę ci pomóc - chwyciła go za ramiona i spojrzała prosto w jego smutne oczy. Rzadko go takiego widziała. Z huncwotami ciągle się śmiał, tryskał energią i humorem na kilometr. Żartował razem z nimi, wygłupiał się i robił kawały. Tutaj... tutaj wyglądał wręcz koszmarnie. Podkrążone oczy i blada twarz bez żadnego wyrazu.
- Ja dziękuję ci... Choć... Eliksir nie istnieje. Tylko dlatego ci nie ufam w tej sprawie. Przyglądałem się tobie... Jesteś na prawdę mądra i wiem, że nie oszukałabyś mnie I... I nawet zaczęłaś mi się podobać... - wyszeptał, a Hermionie trochę zbliżało się do śmiechu. Gdyby popatrzeć na tą scenę w trzeciej osobie to wyglądałoby komicznie. Jedenastolatek wyznaje jedenastolatce miłość w damskim kiblu. Hermiona chciała coś odpowiedzieć, ale przerwał jej jakiś krzyk.
- Chłopak! - pisk zdawał się dochodzić z jednej z kabin. Nie mylili się. Zaraz z toalety wyleciała jęcząca Marta - Już nawet nie da się spokojnie pomyśleć o śmierci, bo jakiś CHŁOPAK chce we mnie rzucić KSIĄŻKĄ! A może znowu zostanę zabita? - jęczała, a Remus patrzył na nią jakby zobaczył ducha... Idealnie - Liczę do trzech... ALBO SKOŃCZYSZ JAK JA! - pisnęła i zaczęła gonić zdezorientowanego Remusa do drzwi wyjściowych. Kiedy wybiegł, Marta wróciła.
- A ty? Chcesz się ze mnie ponabijać? - zapytała ze smutkiem.
- Em... Nie... Nie musiałaś przeganiać Remusa - poinformowała.
- Nie... Nie musiałam. Ale teraz nie muszę się bać, że przez to umrę - pisnęła.
- Przykro mi przez twoją śmierć, ale nie bój się. Bazyliszek już nikogo innego nie zabije, bo został zabity - odpowiedziała i udała się w stronę wyjścia. Zamykając drzwi, zobaczyła zdziwioną twarz Marty. Jeszcze nigdy nie zdezorientowała ducha.
*
Severus omijał Hermionę tak jak tylko potrafił. Nie rozumiał co miał oznaczać pokój życzeń. Przecież ta dziewczyna go nie interesuje, ale Lily...
Chłopak podążał z torbą w stronę zamkniętej toalety dla dziewcząt. Oczywiście Granger i Lupin zaplanowali sobie tam spotkanie. Musiał jak najszybciej ukryć to, że od jakiegoś czasu tam przesiaduje. Szybko zgarnął kociołek z ogniem i przeniósł go do najbliższej kabiny. Chciał już wyjść, ale usłyszał skrzypienie drzwi. Po chwili rozległy się kroki. To musiał być Remus, bo słyszał jego ciężkie westchnięcia. Nie mógł teraz wyjść, bo jak się wytłumaczy?
"Siedzę sobie w damskim kiblu i warzę eliksir, nie przeszkadzajcie sobie".
Nagle usłyszał kolejny dźwięk, otwieranych się drzwi. To musiała być Granger. Chciał być cicho, ale nagle obok niego pojawiła się dziewczyna. No... dziewczyna-duch. To była Marta. Poznał ją kiedy znosił składniki do eliksiru. Okazało się, że są całkiem podobni. On i ona nie mieli łatwo w szkole. Obydwoje byli wyśmiewani i nawet zaprzyjaźnili się. Jednak teraz Severus chciał, żeby Marta była cicho.
- No cześć, Severus - powiedziała z uśmiechem.
- Marto... możesz być ciszej? Tamta dwójka nie może się dowiedzieć, że tu jestem - szepnął, wyglądając przez szczelinę.
- Ach... Już mnie nie lubisz? - posmutniała.
- Nie, Marto. Proszę, nie zrozum mnie źle, ale na prawdę mi zależy, żeby... - zaczął lecz jednak coś przykuło jego uwagę.
- I nawet zaczęłaś mi się podobać - usłyszał głos Remusa. Ten niebezpiecznie zaczął zbliżać się do Hermiony. Severus nie mógł dopuścić, żeby doszło do czegoś więcej.
- Marto... Mam do ciebie prośbę... Będę ci wdzięczny... Możesz go przegonić? - zapytał z nadzieją. Marta się uśmiechnęła.
- Oczywiście, dla ciebie wszystko, ale po śmierci, kiedy twój eliksir wybuchnie ci w twarz, masz zamieszkać ze mną w toalecie - powiedziała entuzjastycznie.
- Pewnie... Ale weź go przegoń!
Marta szybko wyleciała z toalety i zaczęła swój cyrk. Coś o śmierci, coś o chłopakach... Kiedy Remusa już nie było, Hermiona zaczęła wychodzić.
- Przykro mi przez twoją śmierć, ale nie bój się. Bazyliszek już nikogo innego nie zabije, bo został zabity - usłyszał i sam stanął jak słup soli. Kiedy drzwi się zatrzasnęły, wyszedł z kabiny.
- O czym ona mówiła? - zapytał.
- O... o mojej śmieci... - szepnęła Marta, po czym zaczęła wrzeszczeć i z hukiem wleciała do jednej z toalet.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział V

Eliksiry mijały szybkim tempem. Jedynymi osobami, które ciągle zgłaszały się do odpowiedzi to Hermiona i Severus. Oczywiście jako nowe pupilki Slughorn'a zostali zaproszeni na podwieczorek. Hermiona pierwszy raz czuła się wyjątkowa, ponieważ nauczyciel eliksirów nie faworyzował chłopca-który-przeżył oraz nie wyżywał się na wszystkich jak nietoperz z lochów.
Kiedy już było po lekcjach, postanowiła udać się do biblioteki, aby znaleźć coś o tym chorym naszyjniku Spero. Spacerując zauważyła pewne drzwi...
Tak, to na pewno drzwi do pokoju życzeń. Dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej? Może Snape zostawił instrukcję właśnie tam. Otworzyła wolno drzwi i weszła do środka.
Pokój był cały w czerni. Zastała wolno palący się ogień w kominku, który oświetlał ciemność w pomieszczeniu. Przed nim leżało białe łóżko z baldachimem i szafką nocną. Na niej mieściło się kremowe piwo i ogniste whisky. Jednym ruchem rzuciła się na łóżko, nalewając sobie mocnego alkoholu. Kiedy jednym łykiem wypiła kieliszek, stwierdziła, że nie powinna tego pić. Miała dopiero jedenaście lat... Choć tak na prawdę miała osiemnaście. Odłożyła alkohol i do ręki wzięła kremowe piwo.
Wpatrywała się w ogień ze smutkiem. Ta cała sytuacja jakoś ją rozbroiła. Nie była już tą pewną siebie Hermioną, która znała odpowiedź na każde pytanie. Teraz nie wiedziała już zupełnie nic. Po ostatnim łyku, zasnęła.

*

Severus dźwigał stertę książek. Nie wiedział po jaką cholerę obiecał Lily, że odrobi jej zadania domowe z eliksirów. Ta dziewczyna tak na niego działała... Znał ją od paru miesięcy i od razu poczuł do niej sympatie. Pierwszy raz. Ona go rozumiała. Go i jego sytuacje w domu. Jednak z nią nie można było porozmawiać o czymkolwiek mądrym. O świecie czarów nie wiedziała zupełnie nic. Za to ta Granger raczej była tą mądrą. Przekonał się o tym kiedy rzuciła zaklęcie wyciszania. Jednak ona coś kręci. Musi coś wiedzieć... I za wszelką cenę się o tym przekona.
Nagle potknął się o coś i upadł na podłogę z hukiem. Za rogiem usłyszał jakieś śmiechy.
- Co Smark? Z chodnikiem nie potrafisz sobie poradzić? - zawołał Syriusz, a Potter wręcz leżał na podłodze ze śmiechu. Severus próbował się podnieść, ale ciągle coś go popychało. Po paru minutach głosy oddaliły się, a Severus mógł w końcu się podnieść. Z resztką godności otrzepał się z kurzu i podniósł swoje książki. Zna pare czarnomagicznych zaklęć, ale on nie jest taki jak oni. On nie wykorzystuje zaklęć na osoby słabsze, a na osoby, które na to zasługują. Spojrzał w prawą stronę. Powinien zastać ścianę, a zauważył wielkie, czarne drzwi. Odłożył książki na podłogę i ponownie na nie spojrzał. Przedtem ich tam nie było. Zerknął na nie jeszcze raz. Nagle go oświeciło.
Jego matka opowiadała mu o pokoju życzeń, w którym jak to mówiła "Marzenia się spełniają". Zafascynowany czytał o tym pokoju. Podobno ukazują się człowiekowi, który czegoś szczerze pragnie.
Rozglądnął się i dłonią chwycił starej klamki. Przekręcił ją i powolutku otworzył. Zajrzał do środka i przeżył szok. Z hukiem zatrzasnął drzwi i zapominając książek, pobiegł w stronę dormitorium.
Czy to jest to czego on "pragnie"? Hermiona Granger?

*

Hermiona była razem z przyjaciółmi. Harry z uśmiechem nalewał jej kremowego piwa, a Ron opowiadał historię Freda i George'a, kiedy bracia zrobili chyba najlepszego w świecie psikusa mamie. Luna tłumaczyła Ginny czym są morskie nirgle, a ruda udawała, że słucha. Fred z George'm dyskutowali na temat nowego przedmiotu do swojego sklepu z psikusami. Hermiona poczuła się jak w domu. Za chwilę pani Weasley przyniosła swoje słynne paszteciki i każdy jadł je z ochotą. Śmiała się. Po tylu miesiącach cierpienia w końcu się śmiała. Po tej wojnie... Zerknęła na drzwi i zobaczyła swojego nauczyciela, Severusa Snape'a. Wpatrywał się w nią i raczej nikt inny go nie zauważył. W końcu ze złości zatrzasnął drzwi, a Hermionie zawróciło się w głowie.

Upadła na zimną podłogę. Rozglądnęła się po pustym pomieszczeniu. Kompletnie zapomniała, że jest w pokoju życzeń. Leniwie usiadła na łóżku i wpatrywała się w obraz wiszący na ścianie. Przeniosła wzrok na prawą stronę i dostrzegła wielki, czarny zegar, z pozłacanymi wskazówkami. Była godzina dwudziesta. Powinna już wracać do swojego dormitorium. Wstała i zaczęła kroczyć w stronę drzwi. Otwarła je i ledwo zrobiła krok, kiedy zauważyła stertę książek, leżącą przed wrotami. Rozejrzała się i podniosła je.

"Własność Lily Evans"-widniała wiadomość. Dlaczego Lily zostawiła swoje książki na środku korytarza? Ponownie powróciła do pokoju życzeń. Rozłożyła podręczniki na łóżku i trochę się zdziwiła. Były tam po dwie książki z jednego przedmiotu. Na pewno nie potrzebowała ich, aż tyle. Otworzyła tę używaną i zmieniła się w słup soli. W książce była koperta, podpisana "Do pana H. Pottera". Szybko ją rozpakowała i jeszcze szybciej zaczęła ją czytać.

"Witaj, Potter,
kiedy czytasz ten list zapewne już nie żyję, a naszyjnik Spero dostałeś po mnie w spadku. Zaskoczony? Chciałbym zobaczyć twoją minę, Potter kiedy nagle znalazłeś się w roku 1971. Zapewne zastanawiasz się po jakiego Merlina ja cię tu przysłałem. Najpierw jednak wytłumaczę ci zasady.
Możesz robić to co ci się żywnie podoba. Nic, a nic nie wpłynie na przyszłość. Tak, możesz mnie dręczyć wraz z twym aroganckim ojcem, wilkołakiem, psem i zdrajcą. Jeżeli chcesz to możesz nawet kogoś zabić. Kiedy powrócisz do naszego czasu nikt nic nie będzie pamiętać, bo to się nie wydarzyło. Kolejne zasady będą pojawiały się w miejscach losowych, a jeżeli chcesz wrócić to musisz znaleźć naszyjnik.
Teraz twoje pytanie: po co?
Chcę ci pokazać jaki żałosny był twój ojciec wraz ze swoimi przyjaciółmi. Nie chodzi mi o to, że byłem słaby kiedy mnie atakowali, ale to było jednak jeden na czterech. Twój ojciec nigdy nie grał fair.
Widzisz, że nawet twoja matka go z początku nienawidziła. Ona jest również powodem twojego przeniesienia. Chcę ci, Potter jedynie pokazać prawdę. Gorzką i smutną prawdę.
S. Snape"

Hermiona otworzyła usta.
- Co? - wyszeptała. Gdzie może być ten naszyjnik? Dlaczego był dla Harry'ego? Jakie jeszcze będą zasady? Było zdecydowanie za wiele pytań. Przeczytała list jeszcze raz, bo może coś przeoczyła, ale wszystko było to samo. Słowo w słowo.
"Gorzką i smutną prawdę"? O co mogło mu chodzić? Jednak po zachowaniu Jamesa może się domyśleć. Rzecz w tym, że Snape... a raczej jego zasady myślą, że jest Harry'm. Musi się stąd jakoś wydostać. Poszukiwania naszyjnika zacznie od jutra...
Najpierw musi się porządnie wyspać

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział IV

- Witajcie, moi drodzy. Nazywam się profesor McGonagall i będę was uczyła przedmiotu jakimi są zaklęcia.
Ślizgoni i Gryfoni przysłuchiwali się kobiecie, która przed chwilą z kota, zmieniła się w człowieka. Wszyscy byli zaciekawieni lekcją, oprócz Hermiony. Ta siedziała wyprostowana, przyglądając się nauczycielce.
- Dzisiaj nauczymy się zaklęcia lewitującego - poinformowała z uśmiechem. Jej wzrok zatrzymał się na Hermionie, która przypomniała jej całą wczorajszą sytuację-Dobrze... Najpierw ruchy różdżki.
- Obrót i trach... - wyszeptała Hermiona.
- Obrót i trach-powiedziała profesor, pokazując wszystkim ruch swojej różdżki - Teraz wszyscy razem.
Ślizgoni wraz z Gryfonami powtarzali to co nauczycielka kazała im zrobić. Po krótkiej chwili, jedno pióro poleciało w powietrze.
- Ale ja jeszcze nie podawałam zaklęcia... - McGonagall chwyciła się za głowę i spojrzała w głąb uczniów. Wyłoniła Hermionę, która siedziała wyprostowana z uśmiechem na ustach, w jednej ręce, trzymając różdżkę, którą podtrzymywała pióro.
- Em... Panno Granger - zaczęła, a Hermiona spuściła wzrok na zaskoczoną nauczycielkę. Zarumieniła się i zdała sobie sprawę z tego co robi. Powinna przynajmniej poczekać do momentu, kiedy McGonagall poda wszystkim zaklęcie. Choć chciała się wszystkim pochwalić, że w tym wieku potrafi wyczarować patronusa, musiała się wycofać. Byłoby to za bardzo podejrzane. McGonagall w końcu zaczęła mówić dalej - Widzę, że w domu nauczyłaś się tego zaklęcia... - ciągła - Tak... Brawa dla panny Granger. Dziesięć punktów dla Gryffindoru.
Gryfoni zadowoleni zabrali się do rzucania zaklęć, a ślizgoni z minami prosto z pogrzebu również wzięli się za to. Hermiona nagle pomyślała, że jej wyczyn to nic takiego. Przed zajęciami w pierwszej klasie i tak znała to zaklęcie. Tak samo z lumos i alohomorą.
*
Przed kolejną lekcją miała jeszcze dobry kwadrans, więc wyszła na podwórko. Większość pierwszoklasistów jeszcze szukała klasy, w której mają się odbyć eliksiry. Hermionę ciekawiła lekcja ze Slughorn'em. Przed śmiercią Dumbledore'a uczył ją około rok. Choć wiedziała wszystko to jednak faworyzował Harry'ego. Pewnie dlatego, bo był wybrańcem.
Nagle do Hermiony podszedł młody chłopak o czarnych włosach i jeszcze ciemniejszych oczach. Oczywiście. To był Snape. Dziewczyna skrzywiła się, kiedy usiadł obok niej.
- Tyle razy się już widzieliśmy, a nadal się nie znamy. Severus Snape - odparł podając jej dłoń.
- Hermiona... Hermiona Granger - prychnęła, nie podając mu dłoni. Ten przewrócił oczami.
-Wiem, wiem. Jestem w końcu ślizgonem, a genialne gryfonki nie odzywają się do naszych wspaniałych umysłów - odparł. Hermiona zrobiła wielkie oczy - Ale ty jesteś jakaś inna... Krew? - spytał, mrużąc swe czarne oczy.
- Mugolaczka... - szepnęła.
- Ja półkrwi. Mam pytanie.. - stwierdził tajemniczym głosem - Skoro jesteś mugolaczką, to skąd wiesz o zaklęciu wyciszania, którego uczymy się dopiero w trzeciej klasie? - zapytał. Hermiona otworzyła buzię. Ten zdrajca był już przebiegły za czasów pierwszej klasy. Dupek.
- Skąd ty to wiesz?
- Nie jestem idiotą jak wszyscy Gryfoni i Puchoni razem wzięci - stwierdził. Głos największego postrachu Hogwartu przed mutacją brzmiał naprawdę śmiesznie.
- Niby jesteś taki genialny, a nie pomyślałeś, że mogłam przeczytać książki do następnych klas - powiedziała, zerkając na jego szyję. Miał na niej jakąś bliznę. Jakby ktoś pociął go nożem. Pewnie już wdał się w grono śmierciożerców.
- Cóż, biorąc pod uwagę to, że jesteś mugolaczką, a pieniądze dostaje się co roku na określoną liczbę książek i przedmiotów, stwierdzam, że raczej nie miałaś dostępu do podręczników klas starszych - zasyczał.
- Dalej nie myślisz - stwierdziła poddenerwowana Hermiona - Mamy dostęp do biblioteki w szkole.
- Ciekawe, jesteś tutaj od dzisiaj i w pięć minut nauczyłaś się tego zaklęcia? Do tego sama? Bez pomocy nauczyciela? Dla czarodzieja twego pokroju jest raczej zaklęciem na poziomie zaawansowanym.
- Szybko się uczę - warknęła. Gdyby mogła to by go zabiła. Ten zdrajca, ten morderca, ten... Hermionie brakowało słów do jego osoby. Nie wiedziała co Lily Potte... Evans w nim widziała. Nie zasługiwał na miano znajomego, a co dopiero przyjaciela. Z chęcią odradziłaby jej tej przyjaźni, ale nadal nie wie czy ma wpływ na przyszłość.
Merlinowi dzięki, właśnie zabrzmiał dzwonek. Szybko wstała i zaczęła biec do lochów. Severus siedział jeszcze przez chwilę, a zaraz podbiegła do niego zdezorientowana Lily. Snape przybrał swój obojętny wyraz twarzy.
- Sev... Severus... - zaczęła zdyszana - Wiesz... gdzie są te lochy? Chodzę po całej szkole i nigdzie ich nie ma...
Chłopak jedynie podniósł się i lekko uśmiechnął.
-Mogę cię odprowadzić-stwierdził, podając jej ramie. Ta odwzajemniła uśmiech, chwyciła go i zdała się na niego. Już za chwilę stali przed drzwiami lochów.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział III

-Jak ja się teraz stąd wydostanę?-zapytała ze łzami w oczach.
-O-opowiedz mi więcej o tym co się stało-odpowiedziała, już spokojniej Minerwa.
-Tak więc... Ale najpierw mam pytanie-Hermiona przypomniała sobie o karteczce przy przedmiocie-Wie pani coś o naszyjniku spero?
McGonagall otworzyła usta z wrażenia.
-Tak... To jeden z przedmiotów czarnomagicznych... Nie wiem o nim wszystkiego dokładnie, ale wiem tyle, że na pewno na świecie są takie dwa-poinformowała.
-Do czego służą?-zapytała Hermiona-I dlaczego są czarnomagiczne?
-Więc... Są jak taka myślodsiewnia, tylko, że człowiek, który chce zobaczyć wspomnienia staje się postacią realistyczną w życiu. Choć autor wspomnień może dać własne wymagania co do tego.
-Jakie to mogą być wymagania?-Hermiona przełknęła ślinę.
-Cóż... Może sobie zażyczyć, że twoje czyny zmienią przyszłość, albo w ogóle nie będą miały na niej wpływu, prawie tak jak w myślodsiewni. Może również dać takie polecenia jak zabicie kogoś, połączenie, zniszczenie i od razu przenosi się w czasy właściwe. Dlatego jest to przedmiot czarnomagiczny. Czymś takim można zmienić przyszłość na lepszą, ale niestety i na gorszą. Jednak nikt nigdy nie zanotował jeszcze tej dobrej zmiany. W książce "Przeszłość nad magią" opisują jedynie dwie wyprawy, którą odbyli nieznani mi czarodzieje. Niestety księgi te zostały spalone podczas pożaru w esach i floresach, a tylko tam można było je kupić. Nie wiadomo ile ludzi na świecie je posiada-odparła. Na jej biurku pojawiła się herbata, którą zaczęła wolno pić.
-Proszę pani, a gdzie mogę znaleźć informacje co mam zrobić?-zapytała załamana Hermiona.
-Cóż, niekiedy autor czeka na odpowiedni moment, aby je ujawnić-odpowiedziała.
-Czyli mam tutaj być dopóki ten dupek, Snape nie zachce mi powiedzieć co mam robić?!-wstała i zaczęła wrzeszczeć na swoją nauczycielkę transmutacji. Ta wzruszyła ramionami.
-Przykro mi, ale wygląda na to, że musisz zostać, dopóki Severus nie ujawni tego co masz zrobić-odparła wstając. Położyła swoją dłoń na ramieniu dziewczyny.
-A-ale... Gdzie ja mam się podziać? Nie mam przy sobie pieniędzy... Może przyjmą mnie do jakiejś pracy... W końcu jestem pełnoletnia...-powiedziała, a McGonagall ponownie nie ukryła zdziwienia na swojej twarzy.
-Osiemnaście?-spytała, jąkając się-Wyglądasz mi na klasę pierwszą, a do tego masz takie szaty-stwierdziła. Hermiona wystraszyła się. Podbiegła jak najszybciej do lustra i zobaczyła siebie. Siebie sprzed około siedmiu lat. Była tą dziewczynką z wielkimi zębami i włosami, które zajmowały większość wagi jej ciała. Otworzyła usta.
Zęby mi nie mogły zostać?-pomyślała, przypominając sobie sytuację na czwartym roku w Hogwarcie.
-Dobrze... To może przydzielimy cię do jakiegoś z domów i będziesz przez ten czas uczennicą?-odparła profesor, a Hermiona pomyślała, że to nie taki głupi pomysł.
-Ale ja nie mam nic... Książek, przyborów, składników, pergaminu, a nawet zwykłego pióra!-oburzyła się.
-Spokojnie... Książki możesz wypożyczyć, a resztę przedmiotów oddam ci ze skrytek dla biedniejszych uczniów-pocieszyła. Hermiona lekko się uśmiechnęła.
-Dziękuję pani... Naprawdę-powiedziała. Ta tylko puściła oko i spojrzała na wiszący zegar.
-Już późno. Idź do dormitorium.... Ach, zapomniałabym. Do jakiego domu należysz?-zapytała.
-Do Gryffindoru... Ale czy mogłabym jeszcze raz przymierzyć tiarę?-zapytała z ciekawości. Zawsze chciała to zrobić drugi raz.
-Och... Oczywiście-odpowiedziała profesor-Accio tiara!-powiedziała, a za chwilę w jej dłoniach znajdowała się tiara, która była cała zakurzona i najwyraźniej poddenerwowana
tym, że ktoś obudził ją z drzemki. McGonagall bez zastanowienia założyła ją na głowę młodej czarownicy.
-Hm... Ciekawe...-zaczęła tiara-Oh, tak. Umysł krukonki, idealnie, ale mamy tu sporą dawkę odwagi... i poświęcenia. Tak, chyba pierwsza taka czarownica od czasów Roweny Ravenclaw-tiara mamrotała, a McGonagall przyglądała się jej z zaciekawieniem. Coś jej to przypominało. Tiara męczyła się z przydziałem około pięciu i pół minuty po czym zdecydowanym tonem powiedziała "Gryffindor". Minerwa uśmiechnęła się.
-A to ciekawe-wyszeptała, odkładając tiarę.
-Co takiego?-zapytała Hermiona.
-A... przypominasz mi kogoś. Ceremonia przydziału przechodziła dokładnie tak samo-posłała jej ciepły uśmiech-A teraz idź lepiej do dormitorium... Chyba znasz drogę?
-Pani profesor, ja się tutaj uczę już siedem lat... A może teraz i osiem?- wzruszyła ramionami i wyszła.
-Już nigdy więcej kremowego piwa przed patrolem, nigdy!-stwierdziła nauczycielka.

*

Hermiona udała się w stronę swojego dormitorium. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Przez jeden, głupi naszyjnik, musi przechodzić teraz to piekło. Nie wie jak może się stąd wydostać.
Pozostało jej jedynie czekać.

*

-Nie wiem kto to-zaspana Hermiona usłyszała czyjś głos-Nie widziałam jej na ceremonii, a wcześniej nie było tu tego łóżka.
Dziewczyna przeciągnęła się i spojrzała na łóżka nieopodal. Myślała, że zobaczy Ginny, ale jednak się myliła. Owszem, dziewczyna była ruda, ale to nie była Ginny. Niedaleko niej siedziała jakaś blondynka, a w innym łóżku jakaś brunetka. Wszystkie trzy wpatrywały się tępo w dopiero co obudzoną Hermionę. Ta przypomniała sobie całą sytuacje z wczoraj. Postanowiła się jakoś usprawiedliwić, bo pytań może nie być końca.
-Hej...-zaczęła, a zielonooka dziewczyna zamrugała-Jestem Hermiona... Pewnie nie widziałyście mnie wczoraj na ceremonii przydziału?-zapytała, a wszystkie współlokatorki pokręciły głową-Po prostu... Pochodzę z Ameryki-poinformowała, a wszystkie dziewczyny wmurowało.
-To...-zaczęła, nieśmiało blondynka-dlaczego chodzisz do Hogwartu, a nie szkoły w Ameryce?
Hermiona zrobiła się czerwona. Tego nie przemyślała, a za jedną sekundę musi dać blondynce odpowiedź.
-Po prostu moi rodzice pochodzili z Anglii, ale przeprowadzili się do Ameryki... Wiecie, oni są mugolami. Musieliśmy lecieć mugolskim samolotem i po prostu spóźniłam się na pociąg. Bogu dzięki na stacji był jeszcze Hagrid. Wezwał profesor McGonagall i aportowała nas niedaleko Hogwartu.
Dziewczyny powoli przybierały normalny wyraz twarzy, a ruda wręcz się miło uśmiechnęła. Hermiona odetchnęła z ulgą. Chyba przyjęły jej kłamstwa.
-Jestem Lily Evans-odparła zielonooka dziewczyna, podchodząc do Hermiony i podając jej dłoń-Tak samo, mugolaczka.
-Miło mi-odpowiedziała, podając jej dłoń. Czyli tak wyglądała mama Harry'ego. Była naprawdę piękna. Nie wiadomo jakim cudem obrzydliwa Petunia została jej siostrą. Pomyłka Merlina.
-Jestem Alicja Adelais, czysta-uśmiechnęła się do Hermiony. Ta posmutniała. To była matka Neville'a. Za pare lat będzie tak torturowana, że straci zmysły. Taka wesoła, szczęśliwa. Nie wie co ją czeka. Hermiona odwzajemniła uśmiech (jej był trochę smutniejszy). W końcu podeszła do niej trzecia dziewczyna.
-Nora Rowling, półkrwi-przywitała się. Jej Hermiona nie znała. Dziewczyna miała krótkie włosy i niebieskie oczy. Przez chwile przypominała jej swoją matkę, Norę Granger. Szkoda tylko, że to nie ona. Miała teraz ochotę kogoś przytulić i wypłakać się na ramieniu-a powodów było mnóstwo. Jej rodzice siedzieli teraz w Australii, nawet nie wiedząc, że mają córkę. Zły czarnoksiężnik próbuje zdobyć władzę nad światem zabijając wszystkich mugolów i mugolaków. Była torturowana przez jedną ze śmierciożerczyń. Nie wie czy jej przyjaciele jeszcze żyją i do tego jest uwięziona w innym okresie czasowym. To się nazywał pech.
-Am... Ach, nie powiedziałam nazwiska, Granger-poinformowała.
-Więc... Jak ci się tutaj podoba?-zapytała Alicja, siadając na łóżko Hermiony.
-Całkiem-odpowiedziała-jak się tutaj chodzi siedem lat...-mówiła i nagle poczerwieniała. Co ona zrobiła! Miała być tutaj od wczoraj! Nawet takich banalnych rzeczy nie potrafi zapamiętać.
-Jak to siedem lat?-zapytała zdziwiona Lily.
-Em, wiecie... Chodziło mi o sny. Bo od siedmiu lat śni mi się ten zamek...-wybrnęła, a Lily uśmiechnęła się.
-Mi tak samo się śnił. Wiedziałam coś o magii jeszcze przed dostaniem listu-wspomniała-Mój przyjaciel opowiadał mi o Hogwarcie i życiu tutaj. Wspominał też o jakiś... ach, Dementorach i o więzieniu dla czarodziejów, Azkabanie-opowiadała, a dwójka dziewczyn przyglądała jej się z zaciekawieniem. Jedynie Hermionę to nudziło, ponieważ wie to od około czterech lat. Jeśli sięgnie w głąb pamięcią to chyba nawet więcej. Mogło jej coś umknąć, kiedy czytała książki przed pójściem do szkoły... Ale na razie to nie istotne.
-Em, wiecie może, która godzina?-zapytała znużona, a ruda spojrzała na swój zegarek.
-Godzina śniadaniowa-odparła i udała się w stronę swojego kufra-Lepiej się zbierajcie, bo chyba nie chcecie się spóźnić? W tej szkole naprawdę można się zgubić-poinformowała i udała się do łazienki.
Za ledwo dziesięć minut wszystkie dziewczyny były gotowe. Hermiona czuła się nieswojo z małymi dziewczynkami. Pamięta sama kiedy taka była... Panna wiem-to-wszystko, ciągle z nosem w książkach, przestrzegająca zasady... No, prawie. Ale to tylko przez Rona i Harry'ego! Teraz szybkim krokiem zmierzała ku wielkiej sali.
-Ej... Hermiona, dobrze idziemy? Chyba powinnyśmy skręcić w lewo-sapnęła Nora, a Granger pokręciła stanowczo głową.
-Nie, droga do sali jest tutaj. Zaraz skręcimy w prawo, zejdziemy po schodach, pójdziemy wzdłuż, miniemy duchy, witające pierwszoklasistów, obraz sir Karola i będziemy-odpowiedziała bez przeszkód, a wszystkie trzy dziewczyny otworzyły usta z wrażenia.
-I ty tu nigdy nie byłaś!-powiedziała Alicja.
-Mówiłam, tylko w snach-Hermiona czuła się świetnie mogąc popisywać się przed dziewczynami, które były w jej wieku... A raczej to ona była w ich wieku. Nareszcie dotarły do wielkiej sali. Nauczyciele już spożywali śniadanie. Wszystkie usiadły przy stole Gryffindoru, ale Lily nagle poderwała się i podbiegła do stołu Ślizgonów. Hermiona uważnie jej się przyglądała. Podbiegła do chłopaka, na którego wczoraj się natknęła i zaczęła z nim rozmawiać. Po pół minucie ponownie była przy stole Gryfonów.
-Kto to był?-zapytała Hermiona, chociaż zna już po części odpowiedź.
-Ach, to Severus. Mój przyjaciel, o którym wam opowiadałam-odpowiedziała, a Alicja i Nora zaczęły przypatrywać się Snape'owi.
-Ślizgon?-zapytała blondynka.
-Tak, ale ma na prawdę wielkie serce. Do tego jest mądry, a o eliksirach wie prawie wszystko-odpowiedziała, nalewając sobie soku dyniowego.
-Co, rozmawiacie o mnie?-obok Lily usiadł chłopak o czarnych włosach, brązowych oczach i okrągłych okularach.
-Odczep się, James-odparła dziewczyna, a Hermiona otworzyła szeroko oczy. Na prawdę myślała z początku, że to Harry. Z ojcem byli identyczni, gdyby nie te oczy-Mówiłam o Severusie.
-Chyba chodziło ci o Smarkelusa-odparł drugi chłopak, który miał szare oczy i czarne włosy. Poznała w nim człowieka, którego stracili tak niedawno. To na pewno musiał być Syriusz. Tylko... dlaczego się tak zachowywali? Było to do nich niepodobne.
-Eh, Syriusz...-odparła Lily z niechęcią.
-A może Smerkiusz?-powiedziała Nora, a dziewczyny zaczęły się śmiać. Syriusz zmarszczył czoło.
-Spoko, Black, one nie poznają prawdziwego faceta nawet wtedy kiedy podsunęliby im go pod nos-poinformował z uśmieszkiem James.
-Faceta?-parsknęła Hermiona. Potter spojrzał na nią.
-A ty to kto? Nie widziałem cię wczoraj na ceremonii.
-Długa historia-odpowiedziała.
-Tak długa jak smarki w nosie Smarka?-zakpił Syriusz. Hermiona oburzyła się. Jedni z tych ludzi, którzy byli jej bliscy nagle stali się kimś kogo nie znała.
-Nie poznaje was...-szepnęła, ale James ją usłyszał.
-Co? Jak to "nie poznajesz"?-zapytał z uniesioną brwią.
-Myślałam, że chłopaki waszego pokroju będą mądrzejsi-stwierdziła. Chłopaki przez chwile siedzieli cicho jedząc swoje kanapki, dopóki do stołu nie dołączyła się dwójka innych chłopaków.
-Peter! Remus! Siadajcie, właśnie mieliśmy niezły ubaw z żartów o glutach Smarka!-poinformował dumnie Potter.
-Zamknij się!-wrzasnęła Lily, a Hermiona aż podskoczyła. Dla niej ich zachowanie było dobre, ponieważ jako jedyna wiedziała czego Snape dopuści się w przyszłości.
-Lily, uspokój się. Profe... Mhm, Severus i tak tego nie słyszy. Nie musisz go bronić-powiedziała spokojnie.
-Ja nie muszę bronić Severusa? To mój przyjaciel!-oburzyła się.
Zobaczymy jakim będzie twoim przyjacielem, kiedy cię wyda Voldemortowi-pomyślała. Nagle spojrzała na Petera. Ten mały, słodziutki, pulchny chłopak ma zdradzić tych dwoje, największemu czarnoksiężnikowi ich czasów. Chciałaby wyciągnąć różdżkę i rzucić na niego Avade, ale nie może. W końcu nie wiadomo jakie Snape postawił zasady w tym głupim naszyjniku.
W końcu spojrzała na Remusa. Miał podkrążone i czerwone oczy, włosy ułożone w nieładzie i bliznę na policzku. Stwierdziła, że tej nocy pewnie była pełnia. Chyba jeszcze nie wiedział o elisksirze Tojadowym. Nie mogła patrzeć na niego jak tak dręczy się ze zjedzeniem zwykłej owsianki. Dłonie mu się trzęsły i nawet nie potrafił włożyć łyżki do ust. James, Peter i Syriusz już chyba wiedzieli o jego tajemnicy, ponieważ kiedy dziewczyny zaczynały się na niego patrzeć szybko do nich zagadywali.
-Ja.. Nie jestem głodny-stwierdził Remus, a reszta huncwotów zrobiła minę rodzaju "trzymaj się stary". Wstał i udał się w stronę wyjścia. W sumie Hermiona znała przepis na eliksir tojadowy. Zastanawiała się czy może nie spytać Lupina czy chciałby go użyć, gdyby ona go przygotowała, ale coś ją powstrzymywało. Ostatecznie skończyło się tak, że zaczęła za nim biec, krzycząc "Lup.. Remus! Stój!". Chłopak odwrócił się i spojrzał tępo na dziewczynę.
-Co? Zamierzasz się ze mnie wyśmiewać? Bo jeśli tak to możesz sobie odpuścić-odparł.
Hermiona rzuciła zaklęcie wyciszające.
-Co ty zrobiłaś?-zapytał.
-Słuchaj, ja chcę ci pomóc-zaczęła, a Remus skrzyżował ręce na piersi.
-Jak? Dojść do dormitorium?-zakpił.
-Słuchaj, wiem, że jesteś wilkołakiem-stwierdziła, a chłopak przybliżył ją do ściany i zasłonił usta dłonią.
-Ćśś! Nie mów tego głośno! Skąd to wiesz?! Od Syriusza? Jamesa? Czy może Petera?-przystawił jej różdżkę do szyi.
-Weź tą rękę-wyszarpała się-Zresztą i tak nikt nas nie słyszy. Rzuciłam zaklęcie wyciszające. I nie, nikt z powyżej wymienionych mi tego nie opowiedział-Odparła, a Remus nadal trzymał różdżkę przy jej szyi-I weź tą różdżkę! Nie znasz nawet jednego podstawowego zaklęcia to i tak mi nic nie zrobisz! Co najwyżej wybijesz oko-parsknęła.
-Więc skoro to nie oni ci o tym opowiedzieli to kto?!-Zapytał spokojniej, chowając różdżkę do szaty.
-Sama spostrzegłam. Twoje ruchy, zdenerwowanie, blizna-wskazała na policzko chłopaka-A do tego wczoraj była pełnia.
-Ale w takim razie dlaczego inni żyją, skoro będąc wilkiem powinienem ich wszystkich ukatrupić?-zapytał coraz bardziej poddenerwowany.
-Wiem, że byłeś we wrzeszczącej chacie-odparła. Chłopak otworzył usta szeroko.
-Ale...
-Eh, to nie czas na wyjaśnienia. Chcę ci powiedzieć, że znam eliksir, który powoduje, że kiedy zmieniłeś się w wilka, jesteś niegroźny i przemiana mniej boli-powiedziała z radością w głosie. Wie, że może namieszać tym w czasie, ale chciałaby, aby jej ulubiony nauczyciel choć przez chwile był szczęśliwy w życiu po tym co go spotkało... A raczej spotka.
Remus zrobił zdziwioną minę.
-Ale taki eliksir nie istnieje... Jeszcze. Dumbledore mówił, że pewien czarodziej dopiero nad nim pracuje, ale... Ale on nie istnieje.
-Ufasz mi?-spytała.
-Co?
-Pytam się czy mi ufasz?-powtórzyła.
-No... Raczej nie. Znamy się ledwo pięć minut i nawet nie wiem jak masz na imię.
-Hermiona. To teraz mi zaufasz? Ja chcę ci tylko pomóc-powiedziała, a chłopak przez chwilę się wahał.
-A skąd mam wiedzieć, że nie chcesz mi podać jakiegoś eliksiru na porost włosów czy powiększającego zęby?
-A skąd mogłam się dowiedzieć o twojej tajemnicy?-odpowiedziała znudzona dyskusją.
-Jeszcze to przemyśle-odparł. Hermiona cofnęła zaklęcie i obydwoje wybrali się na zajęcia z zaklęć.
Całej tej sytuacji przyglądał się chłopiec o czarnych oczach. Wiedział jak złamać zaklęcie wyciszające, a w tej chwili przydało mu to się... i to jak.

czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział II

Hermiona wylądowała na chodniku. Kiedy podniosła się, stwierdziła, że jest w Hogsmeade. Natychmiast pobiegła w stronę tajnego przejścia do Hogwartu, który mieścił się w miodowym królestwie.
-Chyba świstoklik...-wyszeptała-Może uda mi się kogoś wyciągnąć... uratować-nagle zatrzymała się. Sama nie wiedziała co ma zrobić. Jeśli zacznie wyprowadzać niektórych z Hogwartu to sama będzie poszukiwana, a nie ma gdzie się podziać, bo jej rodzice pewnie są gdzieś w Australii i nie wiedzą nawet, że mają córkę. A jeśli przyjdzie do lochów i zastanie wściekłego Snape'a, który kazał jej tam czekać? A może uda jej się przekazać naszyjnik zakonowi? Nagle serce przestało jej bić. Nie... Nie ma naszyjnika. Upuściła go? Nie... Może to był jeden z tych świstoklików, które rozpływają się w powietrze po locie? Nie ma czasu na myślenie. Jeśli nie zjawi się jak najszybciej w lochach Snape'a to rozpocznie się rewolucja, że Hermiona zwiała z jakimś przedmiotem i prawdopodobnie będą chcieli ją zabić. Wzdrygnęła się na tą myśl i szybko weszła w tunel prowadzący do Hogwartu. Kiedy już doszła wypowiedziała zaklęcie, aby zbroja się odsunęła po czym ją zamknęła. Rozejrzała się po korytarzach. Oczywiście była noc i każdy spał w swoim dormitorium, a prefekci domów lub nauczyciele patrolowali korytarze. Po cichu zaczęła biec w stronę lochów, ale wpadła na jakąś osobę. Był to młody chłopak o kruczoczarnych włosach i czarnych oczach. Hermiona nigdy go nie widziała, no ale nie dziwmy się. Do tej szkoły chodzi ponad dwusetka uczniów. Chłopak należał do slytherinu, bo jego szatę zdobiły zielone wykończenia. Choć wyglądał na pierwszą klasę to jednak był wysoki... Albo może to Hermiona była niska?
-Co? Pierwszy, nielegalny spacer po korytarzu nocą?-zapytał z uśmiechem na twarzy.
-Co ty tu robisz?-zdziwiła się-Przecież ktoś może cię złapać! Powinieneś iść do dormitorium.
-A ciebie to co? Nikt złapać nie może? Wiesz... nie widziałem cię wcześniej na ceremonii... Do jakiego domu należysz?-spytał szeptem. Ani trochę nie był przestraszony. Może to jakiś syn jednego ze śmierciożerców? Może jak się wyda to ją zabiją? Zresztą, czemu ten chłopak pyta się o dom skoro ma na sobie szatę Gryffindoru... Nie. Nie miała jej. Miała jedynie szatę osoby, która jest przed ceremonią przydziału.
Co... Co jest?-pomyślała przestraszona. Jednak teraz nie było czasu na myślenie.
-Idź szybko do dormitorium... Tak żeby nikt cię nie zobaczył-ostrzegła, a chłopak podniósł brew i skrzyżował ręce na piersi-Ja muszę iść.
-A po co?-zaczął wypytywać chłopak z ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
-Iść do lochów, zanim Snape się zorientuje, że mnie nie ma-odpowiedziała bez namysłu, a chłopak zrobił wielkie oczy i otworzył buzię.
-J-jak to "Snape"..?-zapytał, ale nagle im coś przerwało. Było to mruczenie kota.
-O nie-Hermiona wystraszyła się, a chłopak spojrzał na nią ponownie zdziwiony.
-Co jest? To tylko głupi kot-odparł.
-Pani Noris...-wyszeptała. Tak naprawdę nie wiedziała czy to jest kot należący do woźnego pana Filcha. Była trochę mniej poszarpana, ale oczy miała te same. Czerwone i z pogardą w samym środku źrenic.
-TYLKO GŁUPI KOT?!-usłyszeli krzyk dochodzący zza ich pleców. Obydwoje podskoczyli. Zobaczyli mężczyznę z długimi , czarnymi, siwiejącymi włosami i wściekłym wyrazem twarzy, na którym znajdowały się parę zmarszczek. Hermiona zamrugała. Wiedziała, że to jest Filch (ten wnerwiający głosik), ale wyglądał jakoś... młodziej?-Co wy tutaj bachory wyrabiacie?-spytał wściekle rażąc ich swoją latarnią.
-Szłam do dyrektora-odpowiedziała Hermiona, mrużąc oczy.
-Taak?-spytał sarkastycznie Filch-To dlaczego jesteśmy w lochach?
-Bo profesor Snape przed chwilą wyszedł z lochów, a ja muszę się do niego wstawić-odpowiedziała. I Filch, i chłopak zrobili takie miny jakby właśnie zobaczyli Merlina.
-Czy ty sobie ze mnie żartujesz?-zaczął powoli-Czy ty sobie ze mnie kpisz!-wrzasnął na cały korytarz-Opowiadać takie rze...-chciał już podnieść rękę, ale jakiś głos z dala mu przerwał.
-Argusie! Co tu się wyprawia?-za chwile do trójki podeszła kobieta, którą Hermiona poznała od razu.
-Profesor McGonagall!-pisnęła entuzjastycznie mając nadzieje, że ta pomoże jej wyjść z tej sytuacji. Ta spojrzała na nią zdziwiona i przeleciała po niej wzrokiem od stóp, aż po czubek głowy.
-Argusie, możesz już iść. Ja się-tu ponownie spojrzała na Hermionę-nimi zajmę.
-Ale...-zaczął, lecz McGonagall rzuciła na niego jedno ze swoich morderczych spojrzeń. Ten zaczął iść w kierunku swojego schowka-Eh... Głupie bachory... A tak niedawno mógłbym je powiesić pod sufitem... za te łapy-mruczał oddalając się. Minerwa odwróciła się do dwójki uczniów.
-Panie Snape, minus 50 punktów dla Slytherinu i tygodniowy szlaban z profesorem Slughornem-powiedziała surowo, a Hermiona aż podskoczyła na słowo "Snape". Dlaczego wszyscy zachowują się tak dziwnie?!-W pierwszą noc takie straty? Twój dom nie będzie raczej z ciebie dumny. A teraz wracaj do dormitorium-Ten tylko spojrzał podejrzanym wzrokiem na Hermionę i udał się głębiej w stronę lochów. McGonagall przekierowała na nią swój wzrok.
-A ty..?-zaczęła, lecz Hermiona entuzjastycznie jej przerwała.
-Pani profesor! Jak ja się cieszę, że panią widzę!-szepnęła tak, aby nikt jej nie słyszał, a Minerwe chwilowo zamurowało-Muszę iść jak najszybciej do gabinetu Snape'a, ale mam coś ważnego! Coś co może się przydać zakonowi feniksa!-ostatnie słowa były takie ciche, że McGonagall ledwo ją słyszała. Minerwa stała jak słup soli wpatrując się jedynie w dziewczynę.
-Dziecko... Po pierwsze; kim ty jesteś? Po drugie; jakiego gabinetu Snape'a? Po trzecie; skąd ty wiesz o zakonie feniksa?!-McGonagall była wstrząśnięta, a Hermiona niczego nie rozumiała. Już otworzyła usta, aby coś powiedzieć, lecz nauczycielka jej przerwała-To nie jest dobre miejsce na takie rozmowy... Chodź-powiedziała i ruszyła w stronę schodów. Hermiona ledwo mogła nadążyć za jej krokiem. Chyba po tej teleportacji skurczyła się. Będzie musiała poprosić panią Pomfrey o jakieś lekarstwo... Brr...
Po paru minutach znalazły się w gabinecie McGonagall. Ta usiadła za biurkiem i wskazała Hermionie miejsce do siedzenia. Dziewczyna upadła na krzesło i od razu zaczęła mówić.
-Pani profesor, muszę natychmiast znaleźć się w gabinecie profesora Snape'a, inaczej pomyśli, że ukradłam jakiś przedmiot i próbuje dostarczyć go zakonowi. Śmierciożercy chodzą po korytarzach, musiałabym skorzystać z pani sieci fiuu...-informowała, a nauczycielka słuchała jej z oczami wielkości galeonów.
-Co... Co ty opowiadasz?-zaczęła McGonagall. Hermiona trochę się przestraszyła. A co jeżeli ktoś rzucił na jej nauczycielkę zaklęcie zapomnienia?-Skąd ty się wzięłaś w Hogwarcie?-spytała z lękiem w głosie-I skąd ty wiesz to wszystko? O zakonie? Śmierciożercach?
-Pani... mnie nie pamięta?-zapytała, a kobieta pokręciła przecząco głową-To ja, Hermiona Granger. Uczę się tu od siedmiu lat. Panna wiem-to-wszystko. Mugolaczka. Jedna z pani ulubionych uczennic-zaczęła wymieniać, lecz nauczycielka nadal siedziała jakby ją ktoś spetryfikował. Kiedy skończyła, ta w końcu doszła do stanu gdzie może mówić.
-Nie... Ja cię nie znam. Nie znam nikogo o imieniu Hermiona-powiedziała ze skruchą w głosie-Nie wierzę ci, ale posiadasz takie informacje na temat sług sama-wiesz-kogo, że chyba muszę ci uwierzyć... przez chwilę.
-Pani profesor, nie wiem jak się tutaj znalazłam. Byłam w gabinecie profesora Snape'a i wzięłam jakiś naszyjnik z jego sejfu... Był tam jakiś łaciński napis i nagle znalazłam się tutaj... Chciałam przekazać naszyjnik zakonowi, ale nie mam go przy sobie. Zgubił się albo wyparował.
-Czy... czy chodzi ci o gabinet Severusa Snape'a?-nauczycielka łamiącym się głosem zdołała wykrztusić to pytanie.
-Tak, o niego-odpowiedziała spokojnym tonem Hermiona, wpatrując się w przerażone oczy swojej nauczycielki.
-Czy... Czy on jest po stronie... Sama-wiesz-kogo?-spytała półgłosem.
-Tak, a nawet zabił Dumbledora-odpowiedziała z pogardą, a McGonagall zasłoniła sobie usta.
-Dumbledora? Albusa Dumbledora?-zapytała.
-Tak, tego Albusa Dumbledora. Jest może w biurze?-zapytała.
-To znaczy wyjechał... Zastępuję go na transmutacji...-odpowiedziała.
-To pani nie uczy tego przedmiotu?-zdziwiła się Hermiona, a Minerwa zarumieniła się.
-Nie, ale staram się o tą posadę-wyszeptała.
-W ogóle, który my mamy rok?-Hermiona przekręciła oczami.
-1971-odpowiedziała cicho, a młoda czarodziejka zrobiła wielkie oczy.
-C-co proszę?-jąkała się.
-A ty mówisz, że jesteś, z którego roku?-zapytała marszcząc czoło.
-Z 1998...-odpowiedziała, a w jej myślach zaczęły krążyć wszystkie wspomnienia. McGonagall zdjęła okulary i zaczęła je czyścić rękawami swoich szat.
-Nie... Nie wiem co mam powiedzieć-odparła-Nie wiem czy mam ci ufać... Nie wiem-jej oczy zaczęły robić się szklane.
-Pani profesor! Musi mi pani uwierzyć!-Hermiona wstała ze swojego krzesła. Minerwa jedynie na nią popatrzyła i pokręciła głową.
-Nie...-odpowiedziała szybko.
-Proszę pani!-krzyknęła-Ja naprawdę jestem w przyszłości! Wiem co się dzieje i wiem co się stanie! Voldemort zabije Lily i Jamesa Potterów! Ich syn, Harry jakimś cudem przeżyje i zabije Voldemorta! Raczej nie zabije, bo Voldemort stworzył, aż 7 horkruksów! Syriusz Black zostanie oskarżony o zabicie mugoli, zdradzenie Potter'ów i zostanie wtrącony do Azkabanu! Tak naprawdę to wszystko zrobi Peter Pettigrew! To on ich zdradzi! Voldemort powróci po 14 latach i właśnie to on mu pomoże! A w tym czasie śmierciożercy i sam Voldemort przejęli zamek! Harry szuka horkruksów! Dumbledor, Moody, Syriusz nie żyją! Longbottom'owie byli tak długo torturowani przez Bellatrix, że trafili do świętego Munga!-opowiadała ze zmieszanym smutkiem i złością, a Minerwa z każdym słowem zatykała sobie bardziej usta. Kiedy dziewczyna skończyła, po policzkach nauczycielki zaczęły płynąć słone łzy-Czy teraz mi pani wierzy?-Ta jedynie spojrzała na dziewczynę.
-Przepraszam... Chciałabym-odparła.
-A dlaczego pani nie może?!-Hermiona oburzyła się.
-Po prostu nie mogę...-McGonagall wycierała swoje oczy chusteczkami, które miała przy sobie. Hermiona również zbierała się do płaczu.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział I

Hermiona dźwigając stertę książek, zmierzała ku lochom. Przez ciężar notatek nogi uginały się pod nią, a burza włosów wlatywała beztrosko do piwnych oczu. Potykając się, rozrzuciła książki i sama wylądowała na podłodze. Przeklęła cicho pod nosem.
-Minus 10 punktów dla Gryffindoru za używanie nieodpowiedniego słownictwa-usłyszała szyderczy głos. Odwróciła głowę i zobaczyła pochylającego się nad nią mistrza eliksirów. Ta bez słowa zaczęła podnosić książki-Minus pięć punktów dla Gryffindoru-warknął ponownie Snape.
-Za co?!-krzyknęła wstając na równe nogi wraz z książkami.
-Za brak szacunku, panno Granger. A gdzie dzień dobry?-zapytał sarkastycznie.
-Dzień dobry...-wymamrotała. Nietoperzu-dodała w myślach. Snape odwrócił się na pięcie i zaczął iść w kierunku swoich jakże nietoperzowatych lochów. Hermiona dźwigając minimum piętnaście książek, podążała za nim wolnym, chwiejnym krokiem.
Dziewczyna zawsze nienawidziła tego człowieka. W pierwszych klasach miała do niego jedynie szacunek, ponieważ był nauczycielem, ale teraz był najgorszym człowiekiem na świecie. To on zabił Dumbledora. To on teraz ściga Harry'ego, który właśnie szuka horkruksów. To on skłamał człowiekowi, który mu ufał. A teraz idzie sobie jakby nigdy nic i odejmuje punkty Gryffindor'owi. Jakby nic się nie stało. Jakby nadal był normalnym nauczycielem w Hogwarcie.
Wreszcie dotarli do ponurego miejsca zwanego lochami. Snape otworzył szeroko drzwi i ani razu się nie odwrócił. Stanął za biurkiem i palcem wskazał na niedaleki stolik.
-Połóż to tam-rozkazał. Hermiona starając się nie zwracać uwagi na tego podłego człowieka, odłożyła książki na wskazane miejsce. Za chwilę stanęła prosto przed biurkiem dyrektora. Severus w tym czasie odstawiał jakieś buteleczki i przedmioty do sejfu. Już miał coś powiedzieć, kiedy do środka wparowała Bellatrix Lestrange.
-Hej, Severusie!-krzyknęła z triumfalną radością. Kątem oka zauważyła Hermione i szybko się do niej zbliżyła-Znowu spotykamy się, szlamo!-warknęła, a Hermiona starała się zachować zimną krew. Przecież jest gryfonką. Nie powinna bać się jakiejś niezrównoważonej psychicznie ślizgonki-Severusie, co zamierzałeś z nią zrobić? Mały cruciatus? Może jakiś twój eliksir?-zaczęła się wypytywać, a Snape stał na baczność z obojętną miną. Zdawało się, że wcale nie mrugał.
-Bello, niestety nie miałem czasu na takie przyjemności...-tu skierował wzrok na przestraszoną Hermionę-...a panna Granger jedynie dostarcza mi informacji na temat kamienia filozoficznego, który prawdopodobnie istnieje nadal, a naszemu panu raczej by się przydał. Niestety sam nie miałem na to czasu więc skorzystałem z usługi panny Wiem-To-Wszystko.
Bellatrix zrobiła swoją wymuszaną smutną minę.
-A ja mogłabym ją trochę potorturować?-zapytała z oczami szczeniaczka i drżącą wargą. Gdyby nie to, że jest śmierciożercą, wyglądałaby całkiem uroczo.
-Chyba chciałaś mi coś przekazać-Severus zmienił temat, nadal tym swoim stanowczym i jedwabistym głosem.
-Ah, tak-zwróciła się do dyrektora i usiadła na jego biurku-Czarny pan chcę cię widzieć-poinformowała słodziutkim głosem-Natychmiast-dodała stanowczo, że aż Hermiona zadrżała. Severus o dziwo również tak zareagował.
-Granger, siedź tu i niczego nie ruszaj. Inaczej surowo tego pożałujesz-pogroził jej podchodząc bliżej. Ona tylko pokiwała głową-Zrozumiane?!-krzyknął.
-Tak... Panie dyrektorze-odpowiedziała drżącym głosem nie patrząc mu w oczy.
-Severusie, to może ja sobie z nią trochę pobędę, porozmawiam, poplotkuje, potorturuję...-zaczęła Bella.
-Lepiej będzie Bello kiedy udasz się razem ze mną do Czarnego Pana-odpowiedział, a Bellatrix posmutniała. Obydwoje wyszli, a przed tym Snape rzucił Hermionie zabójcze spojrzenie.
Kiedy drzwi zatrzasnęły się, dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Jak zwykle było lekko zakurzone. Hermiona zawsze myślała, że zostało tu rzucone zaklęcie przeciw temu, aby kurz przypadkiem nie wpadł do eliksirów. Dziewczyna westchnęła i chwyciła się za rękę. Poczuła coś wypukłego i spojrzała na nadgarstek. "Szlama"-to słowo mieściło się na jej małej rączce. Wycięte nożem przez samą Bellatrix. Ta niedawno urządziła jej prawdziwą rzeźnie...
Hermiona pokręciła głową. Nie może teraz o tym myśleć. Póki ma czas musi szukać czegoś co może się przydać zakonowi. O dziwo ten od śmierci Dumbledora jeszcze nie upadł. Wszyscy wierzą, że chłopiec-który-o-dziwo-przeżył uratuje świat i pokona Czarnego Pana zwanego również jako Voldemort.
Hermiona zaczęła przeszukiwać papiery na biurku. Tu jakieś zaklęcia, tu jakieś przepisy na okropne eliksiry, przy których czytaniu dziewczynę przeszedł dreszcz. Tu jeszcze... auć. Hermiona uderzyła o coś plecami. Odwróciła się i zauważyła, że jeden z mądrzejszych ludzi jakich znała, zapomniał zamknąć sejf, w którym znając życie trzyma coś ważnego, groźnego i coś co nie może się dostać w ręce zakonu Feniksa. Powoli otworzyła stary sejf, ponieważ skrzypiał, a nie chciała, aby żaden śmierciożerca dowiedział się, że szlama bierze jakąś ważną rzecz. Zauważyła parę fiolek. Tu zielona, tu szmaragdowa, tu błękitna, a tu nawet różowa. Jednak jeden przedmiot przykuła jej uwagę. Był to jakiś stary naszyjnik.
Może to horkruks?-pomyślała i wzięła go do ręki. Jeszcze raz rozejrzała się po pokoju i zaczęła czytać doczepioną do niego kartkę.
"Naszyjnik spero, quia memoria mea sunt omnes".
Hermiona nie rozumiała ani jednego słowa. Zaczęła nad nim rozmyślać.
To na pewno jest po łacinie-stwierdziła w myślach-Ale co to znaczy? Naszyjnik spero? Spero... Coś mi się kojarzy...-próbowała sobie przypomnieć-... hope... NADZIEJA!-odparła, ale kiedy chciała przetłumaczyć następne słowa nagle zniknęła zostawiając po sobie spinkę do włosów. A może wcale nie zniknęła?

niedziela, 12 lipca 2015

Prolog

Hermiona Granger była zwykłą uczennicą szkoły magii Hogwartu... Tak, była dopóki zły czarnoksiężnik, Lord Voldemort nie przejął szkoły wraz z innymi Śmierciożercami. Wszystko upadło od kiedy Severus Snape (dla Hermiony: Nic nie warty dupek) zabił Dumbledora na wieży astronomicznej. Hogwart nadal działał, lecz z nowym dyrektorem. Z księciem półkrwi. Podczas nieobecności Severusa w jego biurze, Hermiona odkrywa tajemniczy przedmiot o nazwie "Naszyjnik Spero". Prawdopodobnie teleportuje się, ale nie do końca...
Czy Hermionie uda się powrócić do własnego życia, które i tak było jednym z tych gorszych? Czy pozna tajemnice dziwnego medalionu? Czy pozna prawdziwego księcia półkrwi? Czy go zaakceptuje?
Przekonacie się jeżeli przeczytacie opowiadanie pt.: "Za moich czasów".

To będzie moje pierwsze opowiadanie :) Prosiłabym o komentarze z opiniami oraz poradami dla nowej w świecie FanFiction ;) 
Jeżeli blog ci się spodoba możesz go zaobserwować i już zawsze być na czasie z nowymi rozdziałami! :)