czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział II

Hermiona wylądowała na chodniku. Kiedy podniosła się, stwierdziła, że jest w Hogsmeade. Natychmiast pobiegła w stronę tajnego przejścia do Hogwartu, który mieścił się w miodowym królestwie.
-Chyba świstoklik...-wyszeptała-Może uda mi się kogoś wyciągnąć... uratować-nagle zatrzymała się. Sama nie wiedziała co ma zrobić. Jeśli zacznie wyprowadzać niektórych z Hogwartu to sama będzie poszukiwana, a nie ma gdzie się podziać, bo jej rodzice pewnie są gdzieś w Australii i nie wiedzą nawet, że mają córkę. A jeśli przyjdzie do lochów i zastanie wściekłego Snape'a, który kazał jej tam czekać? A może uda jej się przekazać naszyjnik zakonowi? Nagle serce przestało jej bić. Nie... Nie ma naszyjnika. Upuściła go? Nie... Może to był jeden z tych świstoklików, które rozpływają się w powietrze po locie? Nie ma czasu na myślenie. Jeśli nie zjawi się jak najszybciej w lochach Snape'a to rozpocznie się rewolucja, że Hermiona zwiała z jakimś przedmiotem i prawdopodobnie będą chcieli ją zabić. Wzdrygnęła się na tą myśl i szybko weszła w tunel prowadzący do Hogwartu. Kiedy już doszła wypowiedziała zaklęcie, aby zbroja się odsunęła po czym ją zamknęła. Rozejrzała się po korytarzach. Oczywiście była noc i każdy spał w swoim dormitorium, a prefekci domów lub nauczyciele patrolowali korytarze. Po cichu zaczęła biec w stronę lochów, ale wpadła na jakąś osobę. Był to młody chłopak o kruczoczarnych włosach i czarnych oczach. Hermiona nigdy go nie widziała, no ale nie dziwmy się. Do tej szkoły chodzi ponad dwusetka uczniów. Chłopak należał do slytherinu, bo jego szatę zdobiły zielone wykończenia. Choć wyglądał na pierwszą klasę to jednak był wysoki... Albo może to Hermiona była niska?
-Co? Pierwszy, nielegalny spacer po korytarzu nocą?-zapytał z uśmiechem na twarzy.
-Co ty tu robisz?-zdziwiła się-Przecież ktoś może cię złapać! Powinieneś iść do dormitorium.
-A ciebie to co? Nikt złapać nie może? Wiesz... nie widziałem cię wcześniej na ceremonii... Do jakiego domu należysz?-spytał szeptem. Ani trochę nie był przestraszony. Może to jakiś syn jednego ze śmierciożerców? Może jak się wyda to ją zabiją? Zresztą, czemu ten chłopak pyta się o dom skoro ma na sobie szatę Gryffindoru... Nie. Nie miała jej. Miała jedynie szatę osoby, która jest przed ceremonią przydziału.
Co... Co jest?-pomyślała przestraszona. Jednak teraz nie było czasu na myślenie.
-Idź szybko do dormitorium... Tak żeby nikt cię nie zobaczył-ostrzegła, a chłopak podniósł brew i skrzyżował ręce na piersi-Ja muszę iść.
-A po co?-zaczął wypytywać chłopak z ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
-Iść do lochów, zanim Snape się zorientuje, że mnie nie ma-odpowiedziała bez namysłu, a chłopak zrobił wielkie oczy i otworzył buzię.
-J-jak to "Snape"..?-zapytał, ale nagle im coś przerwało. Było to mruczenie kota.
-O nie-Hermiona wystraszyła się, a chłopak spojrzał na nią ponownie zdziwiony.
-Co jest? To tylko głupi kot-odparł.
-Pani Noris...-wyszeptała. Tak naprawdę nie wiedziała czy to jest kot należący do woźnego pana Filcha. Była trochę mniej poszarpana, ale oczy miała te same. Czerwone i z pogardą w samym środku źrenic.
-TYLKO GŁUPI KOT?!-usłyszeli krzyk dochodzący zza ich pleców. Obydwoje podskoczyli. Zobaczyli mężczyznę z długimi , czarnymi, siwiejącymi włosami i wściekłym wyrazem twarzy, na którym znajdowały się parę zmarszczek. Hermiona zamrugała. Wiedziała, że to jest Filch (ten wnerwiający głosik), ale wyglądał jakoś... młodziej?-Co wy tutaj bachory wyrabiacie?-spytał wściekle rażąc ich swoją latarnią.
-Szłam do dyrektora-odpowiedziała Hermiona, mrużąc oczy.
-Taak?-spytał sarkastycznie Filch-To dlaczego jesteśmy w lochach?
-Bo profesor Snape przed chwilą wyszedł z lochów, a ja muszę się do niego wstawić-odpowiedziała. I Filch, i chłopak zrobili takie miny jakby właśnie zobaczyli Merlina.
-Czy ty sobie ze mnie żartujesz?-zaczął powoli-Czy ty sobie ze mnie kpisz!-wrzasnął na cały korytarz-Opowiadać takie rze...-chciał już podnieść rękę, ale jakiś głos z dala mu przerwał.
-Argusie! Co tu się wyprawia?-za chwile do trójki podeszła kobieta, którą Hermiona poznała od razu.
-Profesor McGonagall!-pisnęła entuzjastycznie mając nadzieje, że ta pomoże jej wyjść z tej sytuacji. Ta spojrzała na nią zdziwiona i przeleciała po niej wzrokiem od stóp, aż po czubek głowy.
-Argusie, możesz już iść. Ja się-tu ponownie spojrzała na Hermionę-nimi zajmę.
-Ale...-zaczął, lecz McGonagall rzuciła na niego jedno ze swoich morderczych spojrzeń. Ten zaczął iść w kierunku swojego schowka-Eh... Głupie bachory... A tak niedawno mógłbym je powiesić pod sufitem... za te łapy-mruczał oddalając się. Minerwa odwróciła się do dwójki uczniów.
-Panie Snape, minus 50 punktów dla Slytherinu i tygodniowy szlaban z profesorem Slughornem-powiedziała surowo, a Hermiona aż podskoczyła na słowo "Snape". Dlaczego wszyscy zachowują się tak dziwnie?!-W pierwszą noc takie straty? Twój dom nie będzie raczej z ciebie dumny. A teraz wracaj do dormitorium-Ten tylko spojrzał podejrzanym wzrokiem na Hermionę i udał się głębiej w stronę lochów. McGonagall przekierowała na nią swój wzrok.
-A ty..?-zaczęła, lecz Hermiona entuzjastycznie jej przerwała.
-Pani profesor! Jak ja się cieszę, że panią widzę!-szepnęła tak, aby nikt jej nie słyszał, a Minerwe chwilowo zamurowało-Muszę iść jak najszybciej do gabinetu Snape'a, ale mam coś ważnego! Coś co może się przydać zakonowi feniksa!-ostatnie słowa były takie ciche, że McGonagall ledwo ją słyszała. Minerwa stała jak słup soli wpatrując się jedynie w dziewczynę.
-Dziecko... Po pierwsze; kim ty jesteś? Po drugie; jakiego gabinetu Snape'a? Po trzecie; skąd ty wiesz o zakonie feniksa?!-McGonagall była wstrząśnięta, a Hermiona niczego nie rozumiała. Już otworzyła usta, aby coś powiedzieć, lecz nauczycielka jej przerwała-To nie jest dobre miejsce na takie rozmowy... Chodź-powiedziała i ruszyła w stronę schodów. Hermiona ledwo mogła nadążyć za jej krokiem. Chyba po tej teleportacji skurczyła się. Będzie musiała poprosić panią Pomfrey o jakieś lekarstwo... Brr...
Po paru minutach znalazły się w gabinecie McGonagall. Ta usiadła za biurkiem i wskazała Hermionie miejsce do siedzenia. Dziewczyna upadła na krzesło i od razu zaczęła mówić.
-Pani profesor, muszę natychmiast znaleźć się w gabinecie profesora Snape'a, inaczej pomyśli, że ukradłam jakiś przedmiot i próbuje dostarczyć go zakonowi. Śmierciożercy chodzą po korytarzach, musiałabym skorzystać z pani sieci fiuu...-informowała, a nauczycielka słuchała jej z oczami wielkości galeonów.
-Co... Co ty opowiadasz?-zaczęła McGonagall. Hermiona trochę się przestraszyła. A co jeżeli ktoś rzucił na jej nauczycielkę zaklęcie zapomnienia?-Skąd ty się wzięłaś w Hogwarcie?-spytała z lękiem w głosie-I skąd ty wiesz to wszystko? O zakonie? Śmierciożercach?
-Pani... mnie nie pamięta?-zapytała, a kobieta pokręciła przecząco głową-To ja, Hermiona Granger. Uczę się tu od siedmiu lat. Panna wiem-to-wszystko. Mugolaczka. Jedna z pani ulubionych uczennic-zaczęła wymieniać, lecz nauczycielka nadal siedziała jakby ją ktoś spetryfikował. Kiedy skończyła, ta w końcu doszła do stanu gdzie może mówić.
-Nie... Ja cię nie znam. Nie znam nikogo o imieniu Hermiona-powiedziała ze skruchą w głosie-Nie wierzę ci, ale posiadasz takie informacje na temat sług sama-wiesz-kogo, że chyba muszę ci uwierzyć... przez chwilę.
-Pani profesor, nie wiem jak się tutaj znalazłam. Byłam w gabinecie profesora Snape'a i wzięłam jakiś naszyjnik z jego sejfu... Był tam jakiś łaciński napis i nagle znalazłam się tutaj... Chciałam przekazać naszyjnik zakonowi, ale nie mam go przy sobie. Zgubił się albo wyparował.
-Czy... czy chodzi ci o gabinet Severusa Snape'a?-nauczycielka łamiącym się głosem zdołała wykrztusić to pytanie.
-Tak, o niego-odpowiedziała spokojnym tonem Hermiona, wpatrując się w przerażone oczy swojej nauczycielki.
-Czy... Czy on jest po stronie... Sama-wiesz-kogo?-spytała półgłosem.
-Tak, a nawet zabił Dumbledora-odpowiedziała z pogardą, a McGonagall zasłoniła sobie usta.
-Dumbledora? Albusa Dumbledora?-zapytała.
-Tak, tego Albusa Dumbledora. Jest może w biurze?-zapytała.
-To znaczy wyjechał... Zastępuję go na transmutacji...-odpowiedziała.
-To pani nie uczy tego przedmiotu?-zdziwiła się Hermiona, a Minerwa zarumieniła się.
-Nie, ale staram się o tą posadę-wyszeptała.
-W ogóle, który my mamy rok?-Hermiona przekręciła oczami.
-1971-odpowiedziała cicho, a młoda czarodziejka zrobiła wielkie oczy.
-C-co proszę?-jąkała się.
-A ty mówisz, że jesteś, z którego roku?-zapytała marszcząc czoło.
-Z 1998...-odpowiedziała, a w jej myślach zaczęły krążyć wszystkie wspomnienia. McGonagall zdjęła okulary i zaczęła je czyścić rękawami swoich szat.
-Nie... Nie wiem co mam powiedzieć-odparła-Nie wiem czy mam ci ufać... Nie wiem-jej oczy zaczęły robić się szklane.
-Pani profesor! Musi mi pani uwierzyć!-Hermiona wstała ze swojego krzesła. Minerwa jedynie na nią popatrzyła i pokręciła głową.
-Nie...-odpowiedziała szybko.
-Proszę pani!-krzyknęła-Ja naprawdę jestem w przyszłości! Wiem co się dzieje i wiem co się stanie! Voldemort zabije Lily i Jamesa Potterów! Ich syn, Harry jakimś cudem przeżyje i zabije Voldemorta! Raczej nie zabije, bo Voldemort stworzył, aż 7 horkruksów! Syriusz Black zostanie oskarżony o zabicie mugoli, zdradzenie Potter'ów i zostanie wtrącony do Azkabanu! Tak naprawdę to wszystko zrobi Peter Pettigrew! To on ich zdradzi! Voldemort powróci po 14 latach i właśnie to on mu pomoże! A w tym czasie śmierciożercy i sam Voldemort przejęli zamek! Harry szuka horkruksów! Dumbledor, Moody, Syriusz nie żyją! Longbottom'owie byli tak długo torturowani przez Bellatrix, że trafili do świętego Munga!-opowiadała ze zmieszanym smutkiem i złością, a Minerwa z każdym słowem zatykała sobie bardziej usta. Kiedy dziewczyna skończyła, po policzkach nauczycielki zaczęły płynąć słone łzy-Czy teraz mi pani wierzy?-Ta jedynie spojrzała na dziewczynę.
-Przepraszam... Chciałabym-odparła.
-A dlaczego pani nie może?!-Hermiona oburzyła się.
-Po prostu nie mogę...-McGonagall wycierała swoje oczy chusteczkami, które miała przy sobie. Hermiona również zbierała się do płaczu.

7 komentarzy:

  1. Wow! Nieźle! Ten dreszczyk emocji... Mam nadzieję, że z czasem wszyscy jej uwierzą. Ciekawi mnie, jak ona wróci do przyszłości, czy w ogóle wróci? Wydaje mi się, że McGonagall jest w chwilowym szoku, ale jak Dumbledore wróci to we wszystko uwierzy i znajdzie jakieś rozwiązanie ;) A teraz skoro mam wenę twórczą po przeczytaniu twojego rozdziału to idę napisać coś na swojego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I szablon dużo lepszy, zapomniałam napisać w komentarzu ;)

      Usuń
    2. Serdecznie dziękuję oraz życzę weny :)
      Jeżeli chcesz to możesz podać link do swojego bloga-zajrzę z chęcią :)

      Usuń
    3. Wątpię czy Ci się spodoba, ale proszę:
      http://albus-potter-i-eliksir-wskrzeszenia.blogspot.com/

      Usuń
  2. Dobra, po paru dniach przypomniałam sobie, ze istnieje takie coś jak blogger... no, ale nieważne. Oj ty bidulo... Dlaczego napisałaś wcześniej, że czekałaś na taki komentarz? Później mam ochotę być całkowicie szczera. Dużo pracy przed Tobą. Rozdział chaotyczny, roztrzepany i ogólnie... dziwny? Takie słowo chyba pasuje najlepiej. Naczytałam się wszystkiego co istnieje o podróży w czasie i z przykrością muszę stwierdzić, że nie ma tego wiele.
    Najbardziej w rozdziale uderzyła mnie literówka "Dumbledor". Ma być Dumbledore i kropka :D Jeszcze było "Dumbledora, a powinno być Dumbledore'a. McGonagall taka emocjonalna... aż się wierzyć nie chce. Trochę mnie załamałaś tym Severusem, wyobrażałam go sobie raczej jako zamknięte dziecko przed światem, taką sierotkę Marysię. Nie zmieniaj charakteru postaci, nie wspominałam już o tym? Hermiona nie hermionowata, Severus nie severusowaty, Minerwa nie Minerw... Jak to się pisze? minerwowata? Chyba tak. Brakuje mi tu dystansu z jakim postacie powinny podejść do sprawy. Emocjonalne baby... Żyć nie umierać.
    To chyba nienajlepszy dzień do komentowania. Mam jakiś parszywy humor. To pewnie przez tego debilnego facebooka i tą pogodę.
    Dobra to chyba tyle, może doczepię się jeszcze do braku spacji. Zawsze kiedy są dialogi powinny być spacje przed i po łączniku. Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponownie dziękuję za komentarz :D
      Oczywiście w czasie pisania, słuchałam dołującej piosenki i musiałam to na coś przelać :D Miałam ryczeć albo ja, albo Minerwa. Wybrałam to drugie ^^ Lepiej już nic nie będę słuchać :D
      Ach, te moje kochane literówki :) Postaram się je poprawić :))
      Cóż... co do charakteru postaci... Rowling mnie serio kiedyś zabije :D
      Jeszcze raz dziękuję za rady ^^

      Usuń
  3. Całkiem okej.
    ~Pozdrawiam Anonimowa Kat

    OdpowiedzUsuń