poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział III

-Jak ja się teraz stąd wydostanę?-zapytała ze łzami w oczach.
-O-opowiedz mi więcej o tym co się stało-odpowiedziała, już spokojniej Minerwa.
-Tak więc... Ale najpierw mam pytanie-Hermiona przypomniała sobie o karteczce przy przedmiocie-Wie pani coś o naszyjniku spero?
McGonagall otworzyła usta z wrażenia.
-Tak... To jeden z przedmiotów czarnomagicznych... Nie wiem o nim wszystkiego dokładnie, ale wiem tyle, że na pewno na świecie są takie dwa-poinformowała.
-Do czego służą?-zapytała Hermiona-I dlaczego są czarnomagiczne?
-Więc... Są jak taka myślodsiewnia, tylko, że człowiek, który chce zobaczyć wspomnienia staje się postacią realistyczną w życiu. Choć autor wspomnień może dać własne wymagania co do tego.
-Jakie to mogą być wymagania?-Hermiona przełknęła ślinę.
-Cóż... Może sobie zażyczyć, że twoje czyny zmienią przyszłość, albo w ogóle nie będą miały na niej wpływu, prawie tak jak w myślodsiewni. Może również dać takie polecenia jak zabicie kogoś, połączenie, zniszczenie i od razu przenosi się w czasy właściwe. Dlatego jest to przedmiot czarnomagiczny. Czymś takim można zmienić przyszłość na lepszą, ale niestety i na gorszą. Jednak nikt nigdy nie zanotował jeszcze tej dobrej zmiany. W książce "Przeszłość nad magią" opisują jedynie dwie wyprawy, którą odbyli nieznani mi czarodzieje. Niestety księgi te zostały spalone podczas pożaru w esach i floresach, a tylko tam można było je kupić. Nie wiadomo ile ludzi na świecie je posiada-odparła. Na jej biurku pojawiła się herbata, którą zaczęła wolno pić.
-Proszę pani, a gdzie mogę znaleźć informacje co mam zrobić?-zapytała załamana Hermiona.
-Cóż, niekiedy autor czeka na odpowiedni moment, aby je ujawnić-odpowiedziała.
-Czyli mam tutaj być dopóki ten dupek, Snape nie zachce mi powiedzieć co mam robić?!-wstała i zaczęła wrzeszczeć na swoją nauczycielkę transmutacji. Ta wzruszyła ramionami.
-Przykro mi, ale wygląda na to, że musisz zostać, dopóki Severus nie ujawni tego co masz zrobić-odparła wstając. Położyła swoją dłoń na ramieniu dziewczyny.
-A-ale... Gdzie ja mam się podziać? Nie mam przy sobie pieniędzy... Może przyjmą mnie do jakiejś pracy... W końcu jestem pełnoletnia...-powiedziała, a McGonagall ponownie nie ukryła zdziwienia na swojej twarzy.
-Osiemnaście?-spytała, jąkając się-Wyglądasz mi na klasę pierwszą, a do tego masz takie szaty-stwierdziła. Hermiona wystraszyła się. Podbiegła jak najszybciej do lustra i zobaczyła siebie. Siebie sprzed około siedmiu lat. Była tą dziewczynką z wielkimi zębami i włosami, które zajmowały większość wagi jej ciała. Otworzyła usta.
Zęby mi nie mogły zostać?-pomyślała, przypominając sobie sytuację na czwartym roku w Hogwarcie.
-Dobrze... To może przydzielimy cię do jakiegoś z domów i będziesz przez ten czas uczennicą?-odparła profesor, a Hermiona pomyślała, że to nie taki głupi pomysł.
-Ale ja nie mam nic... Książek, przyborów, składników, pergaminu, a nawet zwykłego pióra!-oburzyła się.
-Spokojnie... Książki możesz wypożyczyć, a resztę przedmiotów oddam ci ze skrytek dla biedniejszych uczniów-pocieszyła. Hermiona lekko się uśmiechnęła.
-Dziękuję pani... Naprawdę-powiedziała. Ta tylko puściła oko i spojrzała na wiszący zegar.
-Już późno. Idź do dormitorium.... Ach, zapomniałabym. Do jakiego domu należysz?-zapytała.
-Do Gryffindoru... Ale czy mogłabym jeszcze raz przymierzyć tiarę?-zapytała z ciekawości. Zawsze chciała to zrobić drugi raz.
-Och... Oczywiście-odpowiedziała profesor-Accio tiara!-powiedziała, a za chwilę w jej dłoniach znajdowała się tiara, która była cała zakurzona i najwyraźniej poddenerwowana
tym, że ktoś obudził ją z drzemki. McGonagall bez zastanowienia założyła ją na głowę młodej czarownicy.
-Hm... Ciekawe...-zaczęła tiara-Oh, tak. Umysł krukonki, idealnie, ale mamy tu sporą dawkę odwagi... i poświęcenia. Tak, chyba pierwsza taka czarownica od czasów Roweny Ravenclaw-tiara mamrotała, a McGonagall przyglądała się jej z zaciekawieniem. Coś jej to przypominało. Tiara męczyła się z przydziałem około pięciu i pół minuty po czym zdecydowanym tonem powiedziała "Gryffindor". Minerwa uśmiechnęła się.
-A to ciekawe-wyszeptała, odkładając tiarę.
-Co takiego?-zapytała Hermiona.
-A... przypominasz mi kogoś. Ceremonia przydziału przechodziła dokładnie tak samo-posłała jej ciepły uśmiech-A teraz idź lepiej do dormitorium... Chyba znasz drogę?
-Pani profesor, ja się tutaj uczę już siedem lat... A może teraz i osiem?- wzruszyła ramionami i wyszła.
-Już nigdy więcej kremowego piwa przed patrolem, nigdy!-stwierdziła nauczycielka.

*

Hermiona udała się w stronę swojego dormitorium. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Przez jeden, głupi naszyjnik, musi przechodzić teraz to piekło. Nie wie jak może się stąd wydostać.
Pozostało jej jedynie czekać.

*

-Nie wiem kto to-zaspana Hermiona usłyszała czyjś głos-Nie widziałam jej na ceremonii, a wcześniej nie było tu tego łóżka.
Dziewczyna przeciągnęła się i spojrzała na łóżka nieopodal. Myślała, że zobaczy Ginny, ale jednak się myliła. Owszem, dziewczyna była ruda, ale to nie była Ginny. Niedaleko niej siedziała jakaś blondynka, a w innym łóżku jakaś brunetka. Wszystkie trzy wpatrywały się tępo w dopiero co obudzoną Hermionę. Ta przypomniała sobie całą sytuacje z wczoraj. Postanowiła się jakoś usprawiedliwić, bo pytań może nie być końca.
-Hej...-zaczęła, a zielonooka dziewczyna zamrugała-Jestem Hermiona... Pewnie nie widziałyście mnie wczoraj na ceremonii przydziału?-zapytała, a wszystkie współlokatorki pokręciły głową-Po prostu... Pochodzę z Ameryki-poinformowała, a wszystkie dziewczyny wmurowało.
-To...-zaczęła, nieśmiało blondynka-dlaczego chodzisz do Hogwartu, a nie szkoły w Ameryce?
Hermiona zrobiła się czerwona. Tego nie przemyślała, a za jedną sekundę musi dać blondynce odpowiedź.
-Po prostu moi rodzice pochodzili z Anglii, ale przeprowadzili się do Ameryki... Wiecie, oni są mugolami. Musieliśmy lecieć mugolskim samolotem i po prostu spóźniłam się na pociąg. Bogu dzięki na stacji był jeszcze Hagrid. Wezwał profesor McGonagall i aportowała nas niedaleko Hogwartu.
Dziewczyny powoli przybierały normalny wyraz twarzy, a ruda wręcz się miło uśmiechnęła. Hermiona odetchnęła z ulgą. Chyba przyjęły jej kłamstwa.
-Jestem Lily Evans-odparła zielonooka dziewczyna, podchodząc do Hermiony i podając jej dłoń-Tak samo, mugolaczka.
-Miło mi-odpowiedziała, podając jej dłoń. Czyli tak wyglądała mama Harry'ego. Była naprawdę piękna. Nie wiadomo jakim cudem obrzydliwa Petunia została jej siostrą. Pomyłka Merlina.
-Jestem Alicja Adelais, czysta-uśmiechnęła się do Hermiony. Ta posmutniała. To była matka Neville'a. Za pare lat będzie tak torturowana, że straci zmysły. Taka wesoła, szczęśliwa. Nie wie co ją czeka. Hermiona odwzajemniła uśmiech (jej był trochę smutniejszy). W końcu podeszła do niej trzecia dziewczyna.
-Nora Rowling, półkrwi-przywitała się. Jej Hermiona nie znała. Dziewczyna miała krótkie włosy i niebieskie oczy. Przez chwile przypominała jej swoją matkę, Norę Granger. Szkoda tylko, że to nie ona. Miała teraz ochotę kogoś przytulić i wypłakać się na ramieniu-a powodów było mnóstwo. Jej rodzice siedzieli teraz w Australii, nawet nie wiedząc, że mają córkę. Zły czarnoksiężnik próbuje zdobyć władzę nad światem zabijając wszystkich mugolów i mugolaków. Była torturowana przez jedną ze śmierciożerczyń. Nie wie czy jej przyjaciele jeszcze żyją i do tego jest uwięziona w innym okresie czasowym. To się nazywał pech.
-Am... Ach, nie powiedziałam nazwiska, Granger-poinformowała.
-Więc... Jak ci się tutaj podoba?-zapytała Alicja, siadając na łóżko Hermiony.
-Całkiem-odpowiedziała-jak się tutaj chodzi siedem lat...-mówiła i nagle poczerwieniała. Co ona zrobiła! Miała być tutaj od wczoraj! Nawet takich banalnych rzeczy nie potrafi zapamiętać.
-Jak to siedem lat?-zapytała zdziwiona Lily.
-Em, wiecie... Chodziło mi o sny. Bo od siedmiu lat śni mi się ten zamek...-wybrnęła, a Lily uśmiechnęła się.
-Mi tak samo się śnił. Wiedziałam coś o magii jeszcze przed dostaniem listu-wspomniała-Mój przyjaciel opowiadał mi o Hogwarcie i życiu tutaj. Wspominał też o jakiś... ach, Dementorach i o więzieniu dla czarodziejów, Azkabanie-opowiadała, a dwójka dziewczyn przyglądała jej się z zaciekawieniem. Jedynie Hermionę to nudziło, ponieważ wie to od około czterech lat. Jeśli sięgnie w głąb pamięcią to chyba nawet więcej. Mogło jej coś umknąć, kiedy czytała książki przed pójściem do szkoły... Ale na razie to nie istotne.
-Em, wiecie może, która godzina?-zapytała znużona, a ruda spojrzała na swój zegarek.
-Godzina śniadaniowa-odparła i udała się w stronę swojego kufra-Lepiej się zbierajcie, bo chyba nie chcecie się spóźnić? W tej szkole naprawdę można się zgubić-poinformowała i udała się do łazienki.
Za ledwo dziesięć minut wszystkie dziewczyny były gotowe. Hermiona czuła się nieswojo z małymi dziewczynkami. Pamięta sama kiedy taka była... Panna wiem-to-wszystko, ciągle z nosem w książkach, przestrzegająca zasady... No, prawie. Ale to tylko przez Rona i Harry'ego! Teraz szybkim krokiem zmierzała ku wielkiej sali.
-Ej... Hermiona, dobrze idziemy? Chyba powinnyśmy skręcić w lewo-sapnęła Nora, a Granger pokręciła stanowczo głową.
-Nie, droga do sali jest tutaj. Zaraz skręcimy w prawo, zejdziemy po schodach, pójdziemy wzdłuż, miniemy duchy, witające pierwszoklasistów, obraz sir Karola i będziemy-odpowiedziała bez przeszkód, a wszystkie trzy dziewczyny otworzyły usta z wrażenia.
-I ty tu nigdy nie byłaś!-powiedziała Alicja.
-Mówiłam, tylko w snach-Hermiona czuła się świetnie mogąc popisywać się przed dziewczynami, które były w jej wieku... A raczej to ona była w ich wieku. Nareszcie dotarły do wielkiej sali. Nauczyciele już spożywali śniadanie. Wszystkie usiadły przy stole Gryffindoru, ale Lily nagle poderwała się i podbiegła do stołu Ślizgonów. Hermiona uważnie jej się przyglądała. Podbiegła do chłopaka, na którego wczoraj się natknęła i zaczęła z nim rozmawiać. Po pół minucie ponownie była przy stole Gryfonów.
-Kto to był?-zapytała Hermiona, chociaż zna już po części odpowiedź.
-Ach, to Severus. Mój przyjaciel, o którym wam opowiadałam-odpowiedziała, a Alicja i Nora zaczęły przypatrywać się Snape'owi.
-Ślizgon?-zapytała blondynka.
-Tak, ale ma na prawdę wielkie serce. Do tego jest mądry, a o eliksirach wie prawie wszystko-odpowiedziała, nalewając sobie soku dyniowego.
-Co, rozmawiacie o mnie?-obok Lily usiadł chłopak o czarnych włosach, brązowych oczach i okrągłych okularach.
-Odczep się, James-odparła dziewczyna, a Hermiona otworzyła szeroko oczy. Na prawdę myślała z początku, że to Harry. Z ojcem byli identyczni, gdyby nie te oczy-Mówiłam o Severusie.
-Chyba chodziło ci o Smarkelusa-odparł drugi chłopak, który miał szare oczy i czarne włosy. Poznała w nim człowieka, którego stracili tak niedawno. To na pewno musiał być Syriusz. Tylko... dlaczego się tak zachowywali? Było to do nich niepodobne.
-Eh, Syriusz...-odparła Lily z niechęcią.
-A może Smerkiusz?-powiedziała Nora, a dziewczyny zaczęły się śmiać. Syriusz zmarszczył czoło.
-Spoko, Black, one nie poznają prawdziwego faceta nawet wtedy kiedy podsunęliby im go pod nos-poinformował z uśmieszkiem James.
-Faceta?-parsknęła Hermiona. Potter spojrzał na nią.
-A ty to kto? Nie widziałem cię wczoraj na ceremonii.
-Długa historia-odpowiedziała.
-Tak długa jak smarki w nosie Smarka?-zakpił Syriusz. Hermiona oburzyła się. Jedni z tych ludzi, którzy byli jej bliscy nagle stali się kimś kogo nie znała.
-Nie poznaje was...-szepnęła, ale James ją usłyszał.
-Co? Jak to "nie poznajesz"?-zapytał z uniesioną brwią.
-Myślałam, że chłopaki waszego pokroju będą mądrzejsi-stwierdziła. Chłopaki przez chwile siedzieli cicho jedząc swoje kanapki, dopóki do stołu nie dołączyła się dwójka innych chłopaków.
-Peter! Remus! Siadajcie, właśnie mieliśmy niezły ubaw z żartów o glutach Smarka!-poinformował dumnie Potter.
-Zamknij się!-wrzasnęła Lily, a Hermiona aż podskoczyła. Dla niej ich zachowanie było dobre, ponieważ jako jedyna wiedziała czego Snape dopuści się w przyszłości.
-Lily, uspokój się. Profe... Mhm, Severus i tak tego nie słyszy. Nie musisz go bronić-powiedziała spokojnie.
-Ja nie muszę bronić Severusa? To mój przyjaciel!-oburzyła się.
Zobaczymy jakim będzie twoim przyjacielem, kiedy cię wyda Voldemortowi-pomyślała. Nagle spojrzała na Petera. Ten mały, słodziutki, pulchny chłopak ma zdradzić tych dwoje, największemu czarnoksiężnikowi ich czasów. Chciałaby wyciągnąć różdżkę i rzucić na niego Avade, ale nie może. W końcu nie wiadomo jakie Snape postawił zasady w tym głupim naszyjniku.
W końcu spojrzała na Remusa. Miał podkrążone i czerwone oczy, włosy ułożone w nieładzie i bliznę na policzku. Stwierdziła, że tej nocy pewnie była pełnia. Chyba jeszcze nie wiedział o elisksirze Tojadowym. Nie mogła patrzeć na niego jak tak dręczy się ze zjedzeniem zwykłej owsianki. Dłonie mu się trzęsły i nawet nie potrafił włożyć łyżki do ust. James, Peter i Syriusz już chyba wiedzieli o jego tajemnicy, ponieważ kiedy dziewczyny zaczynały się na niego patrzeć szybko do nich zagadywali.
-Ja.. Nie jestem głodny-stwierdził Remus, a reszta huncwotów zrobiła minę rodzaju "trzymaj się stary". Wstał i udał się w stronę wyjścia. W sumie Hermiona znała przepis na eliksir tojadowy. Zastanawiała się czy może nie spytać Lupina czy chciałby go użyć, gdyby ona go przygotowała, ale coś ją powstrzymywało. Ostatecznie skończyło się tak, że zaczęła za nim biec, krzycząc "Lup.. Remus! Stój!". Chłopak odwrócił się i spojrzał tępo na dziewczynę.
-Co? Zamierzasz się ze mnie wyśmiewać? Bo jeśli tak to możesz sobie odpuścić-odparł.
Hermiona rzuciła zaklęcie wyciszające.
-Co ty zrobiłaś?-zapytał.
-Słuchaj, ja chcę ci pomóc-zaczęła, a Remus skrzyżował ręce na piersi.
-Jak? Dojść do dormitorium?-zakpił.
-Słuchaj, wiem, że jesteś wilkołakiem-stwierdziła, a chłopak przybliżył ją do ściany i zasłonił usta dłonią.
-Ćśś! Nie mów tego głośno! Skąd to wiesz?! Od Syriusza? Jamesa? Czy może Petera?-przystawił jej różdżkę do szyi.
-Weź tą rękę-wyszarpała się-Zresztą i tak nikt nas nie słyszy. Rzuciłam zaklęcie wyciszające. I nie, nikt z powyżej wymienionych mi tego nie opowiedział-Odparła, a Remus nadal trzymał różdżkę przy jej szyi-I weź tą różdżkę! Nie znasz nawet jednego podstawowego zaklęcia to i tak mi nic nie zrobisz! Co najwyżej wybijesz oko-parsknęła.
-Więc skoro to nie oni ci o tym opowiedzieli to kto?!-Zapytał spokojniej, chowając różdżkę do szaty.
-Sama spostrzegłam. Twoje ruchy, zdenerwowanie, blizna-wskazała na policzko chłopaka-A do tego wczoraj była pełnia.
-Ale w takim razie dlaczego inni żyją, skoro będąc wilkiem powinienem ich wszystkich ukatrupić?-zapytał coraz bardziej poddenerwowany.
-Wiem, że byłeś we wrzeszczącej chacie-odparła. Chłopak otworzył usta szeroko.
-Ale...
-Eh, to nie czas na wyjaśnienia. Chcę ci powiedzieć, że znam eliksir, który powoduje, że kiedy zmieniłeś się w wilka, jesteś niegroźny i przemiana mniej boli-powiedziała z radością w głosie. Wie, że może namieszać tym w czasie, ale chciałaby, aby jej ulubiony nauczyciel choć przez chwile był szczęśliwy w życiu po tym co go spotkało... A raczej spotka.
Remus zrobił zdziwioną minę.
-Ale taki eliksir nie istnieje... Jeszcze. Dumbledore mówił, że pewien czarodziej dopiero nad nim pracuje, ale... Ale on nie istnieje.
-Ufasz mi?-spytała.
-Co?
-Pytam się czy mi ufasz?-powtórzyła.
-No... Raczej nie. Znamy się ledwo pięć minut i nawet nie wiem jak masz na imię.
-Hermiona. To teraz mi zaufasz? Ja chcę ci tylko pomóc-powiedziała, a chłopak przez chwilę się wahał.
-A skąd mam wiedzieć, że nie chcesz mi podać jakiegoś eliksiru na porost włosów czy powiększającego zęby?
-A skąd mogłam się dowiedzieć o twojej tajemnicy?-odpowiedziała znudzona dyskusją.
-Jeszcze to przemyśle-odparł. Hermiona cofnęła zaklęcie i obydwoje wybrali się na zajęcia z zaklęć.
Całej tej sytuacji przyglądał się chłopiec o czarnych oczach. Wiedział jak złamać zaklęcie wyciszające, a w tej chwili przydało mu to się... i to jak.

3 komentarze:

  1. Hej! Rozdział super! Parę błędów, ale nie patrzę na to, jeśli widzę tak konkretny przebieg wydarzeń! Akcja dzieje się szybko, ale nie za szybko. Współczuję Hermionie, że musi na to wszystko patrzeć. Mam nadzieję, że Remus jej zaufa... to w końcu na jego korzyść! Ciekawe jak Severus wykorzysta informację, że chłopiec jest wilkołakiem? Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe :D
    ~Kat

    OdpowiedzUsuń