czwartek, 3 września 2015

Rozdział IX

Zadowolona ruszyła ku błoniom Hogwartu. Zobaczyła chatkę Hagrida, gajowego Hogwartu. Ucieszyła się, widząc go jak siedzi na starym fotelu i pogrywa sobie na flecie, jednak posmutniała, kiedy przypomniała sobie, że o niej nie pamięta. Usiadła niedaleko szkoły na miękkim trawniku. Spojrzała w górę i zauważyła cudowne niebo, które wraz z chmurami zlewało się ze słońcem, nabierając różowego koloru. Kiedy już zeszła na ziemię, wyciągnęła mugolską książkę, którą znalazła o dziwo w bibliotece. Nigdy tego nie przypuszczała, że coś mugolskiego będzie w Hogwarcie.
Zaczytując się w lekturze, nie zauważyła, że podeszła do niej jakaś ślizgonka. Ona chyba też była na pierwszym roku. Raz widziała ją w wielkiej sali; osamotniona, przy stole ślizgonów. Raczej nie była zbytnio lubiana w domu węża.
Miała brązowe włosy do pasa, które najwyraźniej się puszyły i piwne głębokie oczy ze źrenicami kota. Jej skóra była blada. Była bledsza od mąki. Uśmiechnęła się do Hermiony swoimi lekko krzywymi zębami, wydając z siebie pytanie, lekkim, ciepłym i dziecinnym głosem.
- Mogę się dosiąść? - zapytała, łamaną angielszczyzną. Po jej akcencie było słychać na kilometr, że nie jest Angielką.
- Em, pewnie -odparła Hermiona, która była lekko rozdrażniona, że ktoś przerwał jej lekturę. Młoda ślizgonka ostrożnie usiadła na zieloną i pachnącą trawę. Hermiona spojrzała na nią kątem oka.
- Ja wiem, że jestem ślizgonką, ale jestem nastawiona pokojowo do wszystkich domów - stwierdziła, kiedy zauważyła skrzywioną minę Hermiony - Widziałam cię na lekcjach eliksirów, jesteś w tym dobra - uśmiechnęła się, a Hermiona odwzajemniła się wymuszanym uśmieszkiem.
Za krótką chwilę, rozległa się niezręczna cisza.
- Jestem Jaśmin Świerzb - odparła, podając dłoń.
- Jasz-co? - zdziwiła się Hermiona. Jeszcze nigdy nie usłyszała tak pokręconego nazwiska.
- Wiem, wiem. Dla was to imię jest nie do wymówienia - ślizgonka pokręciła swoimi piwnymi oczami.
- Zauważyłam - Hermiona podniosła brew - Skąd jesteś?
- Z Polski -odpowiedziała trochę z dumą i trochę ze wstydem. Hermiona słyszała coś o tym kraju. Jakieś wojny, zła przeszłość, rozebranie kraju... Ale nigdy nie wnikała w szczegóły, bo kraj ten ją nie interesował. Słyszała o ich szkole magii i postanowiła, że nigdy tam nie wyjedzie.
- To co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona.
- Dobre pytanie - prychnęła - Mój ojciec-czarodziej z Anglii, odszedł od mojej matki-mugolki z Polski. Nigdy nie zdradził jej sekretu czarodziei, ale kiedy dostałam list z Hogwartu to wszystko się wydało. Sama byłam zaskoczona -wzruszyła ramionami.
- Czyli jesteś półkrwi? - stwierdziła, pytająco Hermiona.
- Tak - odpowiedziała, bawiąc się swoimi puszystymi włosami.
- A nie mogłaś chodzić do polskiej szkoły? - zapytała Hermiona, pakując książkę do torby.
- Wiesz... Moja mama chciała mnie tam puścić, ale ojciec upierał się, że "Prędzej zjedzą mnie jednorożce niż moja córka tam pójdzie".. Mama wzięła to na poważnie i bum, jestem tutaj.
- Nieźle - odparła Hermiona - Choć do Polskiej szkoły też bym nie poszła.
- Dla mnie to normalne. Wszyscy zaczynają palić przynajmniej od czwartej klasy podstawówki i... Ogółem to tam jest okropie, ale przywykłam - Jaśmin uśmiechnęła się. Hermiona wpatrywała się tępo w trawe. Nawet ci polscy czarodzieje zachowują się jak wszyscy mugole. Ślizgonka wyjęła książki od eliksirów.
- Wiesz, nie za bardzo rozumiem ten przedmiot. Jest on dla mnie troche zbędny jak chemia czy coś - opuściła głowę.
- Może pójdziesz na korepetycje do profesora Snape'a... To znaczy Slughorn'a. Ewentualnie ja mogę ci z tym pomóc - wypięła pierś jak Percy, kiedy chwalił się odznaką prefekta.
- Dziękuję - odparła Jaśmin - A ten Snape... Severus Snape... Tak mało się odzywa, w ogóle jest taki cichy... -zaczęła - Podoba mi się - wyszczerzyła zęby. Hermiona parsknęła śmiechem.
- Powodzenia - stwierdziła gryfonka. Ślizgonka tylko przekręciła oczami.
- On też jest dobry z eliksirów... Może zapytam go o korepetycje czy coś? - zamarzyła się. Hermiona spojrzała wgłąb zamku, gdzie zauważyła kruczoczarne włosy.
- Może - przekręciła oczami - Muszę iść. -Stwierdziła Hermiona i wstała z trawnika - To na razie Jaaasz.... - tu zrobiła przekrzywioną minę.
- Zaczekaj - powiedziała ślizgonka i wyjęła pergamin i mugolskie pióro. Naskrobała coś na skrawku i podała Hermionie.
-Dżasmin Słaizb? - zapytała, próbując się odczytać.
- Mów mi Faith - Odparła brązowooka, uśmiechając się - Fajnie, że jesteś z Ameryki - dopowiedziała i odeszła. Hermiona chwilowo stała w miejscu.
Chwila... - pomyślała -Przecież ja jej nie mówiłam, że jestem z Ameryki... - Podniosła głowę, ale dziewczyna już zniknęła. Rozejrzała się i zobaczyła jedynie Severusa, który czytał książkę pod drzewem. Postanowiła zapytać się go o tajemniczą dziewczynę. Zarzuciła torbę na ramię i wolnym krokiem ruszyła do przyszłego mistrza eliksirów.
Kiedy była metr przed nim, rzucił jej zabójcze spojrzenie.
-Em... Hej... - odparła. Choć tyle czasu minęło, nie przyzwyczaiła się do młodego Snape'a. Ten zmarszczył czoło i zwrócił oczy do książki. Hermiona się zdenerwowała.
- Ehem! - próbowała mu przerwać, niczym Umbridge, McGonagall.
- Dać ci coś na gardło? - zapytał zdenerwowany Severus - Polecam wywar żywej śmierci - uśmiechnął się ironicznie.
- Gadasz jak McGonagall - parsknęła - Mam pytanie.
Snape zmrużył oczy, dając znak na zadanie pytania lub szybkiej ucieczki.
- Kto to jest ta Jasz.... Dżas... Eh, masz! - podała chłopakowi skrawek pergaminu. Ten niechętnie wziął i przeczytał co było na nim napisane.
- Jaśmin Świerzb? - zapytał - Jest ze mną na pierwszym roku, ale znam ją tylko z widzenia, a co?
- Tak się pytam... - wzruszyła ramionami. Odwracając się, wpadła na Lily. Jej zielone oczy i rude włosy można rozpoznać wszędzie.
- Severus! - zaczęła zdyszana, a chłopak podniósł się z szybkością błyskawicy - Mam prośbę - uśmiechnęła się. Hermiona przypatrywała się Snape'owi. Wyglądał jakby co najmniej serce mu stanęło.
- Tak, Lily?
- Mam prośbę. Umówiłam się dzisiaj z Norą, a Slughorn kazał nam napisać pracę na temat jakiegoś-tam eliksiru... Mógłbyś to zrobić za mnie - uśmiechnęła się tak uroczo, że nawet nogi pod Hermioną się ugięły. Severus szybko pokiwał głową, a Lily podała mu książki i pergamin po czym pocałowała go w policzek i uciekła w stronę zamku. Hermione zbierało się na śmiech. Severus Snape-postrach Hogwartu stoi tu; jako zauroczony i zaczerwieniony szczeniak z pierwszej klasy. Po chwili się opamiętała.
- Dlaczego dajesz się wykorzystywać? - zapytała.
- Jakie WYKORZYSTYWAĆ?! Sam bym wiedział, gdyby mnie wykorzystywała! Ja jej po prostu... Pomagam. - Wrzasnął, po czym odszedł z podniesioną głową. Hermiona usłyszała dzwonek.

piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział VIII

Hermiona kolejnego dnia, wstawiła się na zajęcia. Pomagała Lily zapamiętać temat z historii magii. Razem jakoś się dopełniały. Najlepszym faktem było to, że obydwie są mugolaczkami, ale Hermiona jest już o wiele bardziej wprowadzona w świat magii. Teraz dziewczyna siedziała w wielkiej sali, jedząc obiad. Do niej podeszła wesoła Nora.
- Jestem wykończona - stwierdziła brunetka i nałożyła sobie porządną porcję ziemniaków.
- Coś o tym wiem - stwierdziła Granger.
- Słyszałaś, że chłopaki planują wielki nalot na Severusa? Ciekawe czemu się tak niego uwzięli.
- Jak to "planują na niego wielki nalot"? - zapytała Hermiona.
- No, jutro mają wysłać go do dormitorium Hufflepuff'u. To znaczy nie do końca... Wiesz przecież jak się tam dostać? - spytała, a Hermiona pokręciła głową. - Wchodzi się tam przez beczki w kuchni - szepnęła - Trzeba wystukać specjalny kod, ale jeżeli się pomylisz... Zostaniesz oblany octem - uśmiechnęła się.
- Ale Lily na to nie pozwoli - odpowiedziała Hermiona.
- Chłopaki prosili, żeby jej nie mówić.
- No dobra... Niech ma za swoje - stwierdziła szyderczo Hermiona, a Nora się ucieszyła.
- Tak na prawdę nie wiem w czym zawinił, ale fajnie wycina mu się kawały - odparła. Hermiona podzieliła uśmiech, lecz we wnętrzu poczuła ukłucie. To pewnie z przejedzenia.

*

Hermiona umówiła się z huncwotami na ten zamach. Wraz z Remusem mówiła o komnacie tajemnic, która mieściła się w beczce w kuchni, a kod do niej to stuknięcie w górną beczkę, dolną, prawą i środkową. Oczywiście wszystkiemu przysłuchiwał się Severus. Pewnie już opracowywał, że po lekcjach otworzy tajemnicze przejście. Przez przerwę obiadową, grupa dopracowywała wszelkie szczegóły.
Po lekcjach spotkali się w kuchni. Oczywiście skrzaty poczęstowały ich kanapkami i sokiem z dyni i tak czekali, ukryci za okrągłym stołem.
Po pół godzinie w kuchni pojawił się Severus. Przegonił skrzaty do roboty i zaczął przypatrywać się beczkom. Rozmyślał nad tym, że skoro tu jest komnata tajemnic, to w niej musi być Bazyliszek, o którym mówiła Granger. Wszystkim zachciało się śmiać i ledwo się od tego powstrzymywali. Jednak po połowie kodu, Hermiona ponownie poczuła to ukłucie w sercu. Przecież nie może pozwolić, żeby nic niewinny chłopak popadał w takie kawały. A może to przez to został tym złym? Może dlatego mówił tak źle o Jamesie i Harry'm? To przez złe wspomnienia. Kiedy chłopak wystukiwał ostatni kod, Hermiona jednym skokiem odepchnęła Severusa, a sama została oblana litrami, cuchnącego octu.
- Co do Merlina? - zaczął Severus. Hermiona skrzywiła się.
- Ohyda... - szepnęła. Zza stołów wyszła Nora i huncwoci. Choć chłopak nie oberwał to i tak śmiali się z dziewczyny.
- Gdybyś widziała swoją minę! - wrzasnął Syriusz, podpierając się na ramieniu Potter'a. Nawet Nora nie mogła się opanować. Za chwilę przez drzwi weszła wkurzona Lily.
- Sir Nicolas powiedział mi wszystko o waszym planie! Sev... - zaczęła, ale na widok Hermiony zbladła - Czemu ty jesteś..?
- Tak, uratowałam mu tyłek, ale tylko dlatego, że jest mi go żal - stwierdziła sucho Hermiona.
- Nie potrzebuję pomocy jakiejś szlamy! - wrzasnął Severus, po czym wyszedł. Hermiona się wkurzyła.
- Nie przejmuj się - uspokajała ją Lily - Często ma takie humory. Nie ma łatwo w domu. Dziękuję ci, że go uratowałaś - mrugnęła do dziewczyny w occie. Spojrzała z pogardą na James'a i Syriusza, po czym wyszła.
- Co ty? Zabujałaś się w Smarku? - zaczął Syriusz.
- Chyba was pogięło - warknęła.
- Zakochana para, Smark i Barbara... - śpiewał Potter.
- Dajcie spokój... On mnie uratował przed Malfoy'em - odparła. Wszyscy nagle się uspokoili i na nią spojrzeli.
- Że co? - zapytał Peter. Hermiona nadal miała ochotę go zabić, ale jednak powstrzymywała się, bo to nic nie wniesie.
- Po podwieczorku u Slughorn'a poszłam w stronę lochów... Lucjusz Malfoy tam mnie zaatakował i wygrażał się... Severus mnie uratował, rzucając na niego drętwotę - stwierdziła.
- Smark dał sobie rady z prefektem? - zapytał Syriusz. Za chwile wszyscy huncwoci wpadli w śmiech.
- Już lecę cię uratować księżniczko mugolów! Ja! Twój książę półkrwi! - wrzeszczał Syriusz z Potter'em kiedy czwórką wychodzili do dormitorium.
- Lepiej idź się umyć - zaproponowała Nora.
- Tak będzie najlepiej - Hermiona wykrzywiła się.
- A mam pytanie... Czy ty coś do niego czujesz?
- Co? - zdziwiła się Hermiona - Oczywiście, że nie. Poza tym mamy dopiero jedenaście lat i to jest żałosne, kiedy takie dzieciaki wyznają sobie "miłość" - warknęła i wyszła z kuchni.

*

Hermiona miała już dość tego wszystkiego. Wkurzona biegła długimi i krętymi korytarzami Hogwartu. Po drodze rzuciła na siebie zaklęcie oczyszczenia, więc nie śmierdziała już starym octem. Nie wiedziała właściwie gdzie chce się udać. Jej bujne włosy latały na wszystkie strony. Ze swojej torebki wyjęła gumkę do włosów i udała się w stronę zamkniętej łazienki dziewczyn. Kiedy zatrzasnęła za sobą stare drzwi, poczuła dziwny zapach. Odwróciła się i nie kryjąc zdziwienia, zbliżyła się do umywalki.
Ta była biała, pozłacana gdzieniegdzie złotem. Z jej środka wydobywał się srebrzysty dym o nieprzyjemnym zapachu. Zajrzała głębiej i zauważyła cynowy kociołek, w którym była jakaś substancja o zielonym kolorze. Rozejrzała się po łazience, ale nikogo nie zauważyła. Zerkając na prawą stronę, spostrzegła notatki. Niektóre pergaminy były popisane do najmniejszego skrawka, a inne jeszcze pokreślane, że nie można było doczytać co tam jest napisane. Próbując rozszyfrować czyje to pismo, zauważyła podpis na górze pergaminu.
"Eileen Prince, 1941,
badania dla mojego przyjaciela, Ksefilusza GRIFFITHS"
Hermiona spojrzała na resztę notatek. Czytając coraz więcej spostrzegła, że eliksir ma być lekarstwem na wilkołactwo.
"Skutki eliksiru:
-pozbycie się wilkołactwa i jakichkolwiek jego objawów,
-brak kolejnego zarażenia się wilkołactwem".
To co Hermiona przeczytała, było niedorzeczne. Wszystko było przekreślone wielkim znakiem "X". Spojrzała na drugą kartkę papieru.

"S.S. 1971
Niedorzeczne są skutki eliksiru, który nigdy nie zaistnieje"
- Wyjąłeś mi to z ust...- szepnęła z ironią Hermiona i zaczęła czytać dalej.
"PRAWDZIWE skutki eliksiru:
-Nie zagrażanie środowisku,
-Mniej bolesna przemiana".
Hermiona zmrużyła oczy. To były przecież skutki eliksiru tojadowego! Severus nie wiadomo po co pracuje nad nim! Ale po cholerę jasną: po co? Kto to jest Eileen Prince..?
Ah, tak. Matka Snape'a. Pamięta to, bo z początku myślała, że to ona jest "Księciem Półkrwi". Popatrzyła jeszcze chwile na notatki i zauważyła, że nie są skończone. Zamiast dżdżownicy była napisana stonoga... Wygląda na to, że rozwój tego eliksiru jest dopiero w toku. Szybko wzięła pióro, leżące po jej lewej stronie, zamoczyła w czarnym atramencie i zaczęła poprawiać wszelakie błędy w składnikach eliksiru, a było ich sporo.
Kiedy skończyła, podeszła do najbliższego lustra i spięła swe bujne włosy w kok. Po dokładnym przejrzeniu się, wyszła.


czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział VII

W końcu nadszedł czas na podwieczorek. Severus zajął miejsce przy Slughornie, a Hermiona usiadła na przeciwko, obok jakiegoś puchona i krukonki. Oczywiście nie odbyło się bez pytań.
- Całkiem ciekawie, Black - powiedział jakiejś blondynce. Na pewno musiała być w ostatniej klasie - Am... Granger, od pani McGonagall słyszałem, że twoi rodzice są mugolami... Zatem kim są z zawodu? - zapytał, delektując się lodami z ananasem.
- Są den... - zaczęła, ale pomyślała, że może trochę pozmyślać. Zawsze było jej wstyd, kiedy przyznawała się, że są dentystami - Mama pracuje jako ambasadorka, a tata pracuje w NASA - odparła, a wszyscy popatrzyli się na nią ze zdziwieniem. Tylko niektóre mugolaki lub półkrwi wiedziały co to jest NASA.
- A, Hermiono, powiedz nam co to jest ta "MASA" - Slughorn podniósł jedną brew ze zdziwienia.
- To jest firma, specjalizująca się w loty w kosmos - zatriumfowała.
- A czy ten zawód jest niebezpieczny?
- I to jak - odparła. Każdy patrzył na nią, jakby była Merlinem.
- To na prawdę fascynujące, że zwykłe mugole mogą tyle zrobić bez magii - odparł. Po paru minutach ciszy, zwrócił się do tajemniczego dziecka z czarnymi oczami.
- A ty... Severusie? Kim są twoi rodzice?
Snape bez żadnej radości zaczął mówić.
- Jestem półkrwi. Moja matka-czarodziejka pracuje w świecie mugoli, jako pielęgniarka, a ojciec-mugol chwilowo nie pracuje.
Wszyscy spojrzeli na niego. Nie wydawał się być dumny, kiedy mówił o rodzicach. Wręcz był przygnębiony.
- Ach...- jęknął Slughorn - Panno Black, jak tam twoja matka? Kiedyś się znaliśmy. Chodziliśmy do jednej klasy... - szybko zmienił temat.

*

Kiedy podwieczorek minął, Severus wręcz z niego wybiegł, a Hermiona go zgubiła. Błądziła wokół lochów, mając nadzieję go jeszcze znaleźć. Kiedy usłyszała czyjeś głosy, zbliżyła się, ale szybko zrozumiała, że to nie Snape.
- Lucjuszu, boję się - usłyszała głos blondynki, która była na podwieczorku.
- Narcyzo, nie bój się. Moi rodzice mu ufają. Świat będzie wolny od szlam, a to jest nasze drugie postanowienie - pocałował ją, a Hermiona jęknęła i chwyciła się za usta. To na pewno byli Malfoy'owie. Lucjusz rozejrzał się podejrzliwie - Idź do dormitorium... Ja zaraz dojdę - jeszcze raz musnął ją w usta i pozwolił oddalić się swojej lubej. Po chwili szybkim krokiem zbliżał się do ukrytej Hermiony. Tej stanęło serce. Próbowała nawet nie oddychać. Kiedy zauważyła wychylonego Malfoy'a, pomyślała, że to jest już koniec.
- A ty dzieciaku co tu robisz? - zapytał, chwytając ją za kołnierz i przystawiając różdżkę do gardła -  Podsłuchujesz? Rodzice uczyli cię, że to niegrzeczne? - zapytał ironicznie. Spojrzał na jej odkryty nadgarstek - "Szlama"? Czyli jesteś zwykłą, brudną szlamą? - warknął - Chyba już wiesz jaki czeka cię los przed Vol... - nagle przerwał. Zaczął wpatrywać się tępo w ścianę, po czym upadł. Hermiona zauważyła za nim Severusa z wyciągniętą różdżką.
- Nie powinno cię tu być - stwierdził, odwracając się na pięcie. Próbował iść, ale Hermiona chwyciła go za ramię.
- Czego ty ode mnie chcesz? - zapytał.
- Czemu ty mnie omijasz? - odpowiedziała pytaniem.
- Bo mam takie prawo - stwierdził. Hermiona ponownie przyglądała się jego bliźnie. Teraz jednak coś przykuło jej uwagę.
- Twój... naszyjnik - szepnęła.
- Co? Ten? - zapytał, ściągając go z szyi. Hermionę wmurowało. Tak, to był naszyjnik Spero.
- Czy... czy ja mogłabym? - spytała, wyciągając dłoń. Severus popatrzył na nią z podejrzeniem, ale podał go dziewczynie. Oglądała go z każdej strony.
Chcę wrócić do domu... Chcę wrócić do domu... - powtarzała w myślach. Za chwilę zrobiło jej się słabo i upadła. Myślała, że to koniec... A to dopiero początek.

*

Obudziła się w skrzydle szpitalnym. Przetarła oczy i rozglądnęła się dookoła. Po ciemku podbiegła do drzwi. Lekko uśmiechnęła się. Chyba przeniosła się we właściwy czas. Opadła na swoje łóżko i wpatrywała się w sufit. Wpatrywała się w sufit dopóki...
- Dzień dobry, panno Granger-nad jej głową, pojawiła się twarz staruszka z brodą do klatki piersiowej. Ta otworzyła szeroko oczy i jak najszybciej usiadła.
- Podobno chciałaś mnie widzieć - usiadł obok niej. Ta poznała tego człowieka. To na pewno był Dumbledore, tylko był taki jak inni-młodszy.
- Profesorze... - zaczęła. Ten ze swojej kieszeni wyciągnął jakieś opakowanie.
- Cytrynowego dropsa? - zapytał. Ta pokręciła głową.
- Panie profesorze, nie wiem co się stało... Czy profesor McGonagall opowiedziała panu wszystko? - zapytała.
- Ależ oczywiście - odparł, wkładając do ust mugolskiego cukierka.
- Więc... Znalazłam ten naszyjnik, ale... Ale on mnie nie przeniósł... Przynajmniej widzę to po panu - stwierdziła.
- Wiesz... Pierwszy raz usłyszałem taką pokręconą historię. Ministerstwo magii chyba by mnie zabiło, gdybym od razu ci zaufał... Kiedyś zaufałem innemu człowiekowi...
- Tom'owi Riddle'owi... - szepnęła.
- Tak, a teraz widzisz dlaczego nie mogę ci zaufać?
- Ale... To pan zawsze nam wszystkim ufał... Ale... Pan ma racje. Pan ponownie zaufa komuś, kto pana zdradzi - syknęła, wspominając Snape'a. Dumbledore jedynie westchnął.
- Czasem życie zmusza nas do poświęceń - stwierdził cicho, a Hermiona przyglądała mu się. Ile to już minęło od jego śmierci. Teraz jest jedynie wspomnieniem.
- Panie profesorze... Wie pan kto pana zabije? - zapytała.
- Nie... Minerwa nie potrafiła się wysłowić i postanowiła mnie tu do ciebie wysłać.
- Dlaczego tu trafiłam? - spytała, ponownie rozglądając się.
- Podobno zemdlałaś, a sprawę zgłosił Severus Snape - odparł, wkładając kolejnego dropsa do ust. Hermiona wzdrygnęła się na jego imię.
- To on...
- ...mnie zabije? - dokończył Dumbledore.
- Tak... - stwierdziła. Ten jedynie podniósł kąciki ust.
- Ja już lepiej pójdę. Porozmawiamy kiedyś razem w lepszych warunkach - odpowiedział, wstał i wyszedł.
Dla Hermiony to nie miało sensu. Przecież było wyraźnie napisane, że musi znaleźć ten naszyjnik to znajdzie się w czasach współczesnych. Powierciła się trochę w łóżku, bo coś ją ugniatało. Spojrzała pod pościel i ponownie zauważyła kopertę. Oczywiście była zaadresowana na Harry'ego. Od razu zaczęła go czytać.

"Myślałeś, że to będzie takie proste, Potter? Ze mną nie ma tak łatwo.
Jeżeli znajdziesz naszyjnik, przeniesiesz się jedynie dwa lata dalej, a od użycia naszyjnika musi minąć przynajmniej miesiąc, bo stanie się to co właśnie się stało. Szukaj naszyjnika dopiero za trzy tygodnie. Mam nadzieję, że nie zwariujesz w moim mądrym towarzystwie, przy twojej głupocie.
S. Snape"

Nosz, ten nienormalny, nietoperzowaty, pokręcony, tłustowłosy dureń! Po cholerę ruszała ten naszyjnik?! Teraz musi spędzić tyle miesięcy... a nawet lat w tych wspomnieniach! To... Szkoda słów. Rzuciła kopertę w kąt, a ta spłonęła. Hermiona jeszcze bardziej się oburzyła, aż w końcu zasnęła.

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział VI

Kolejne dni, Hermiona spędziła na rozmyślaniu gdzie może się kryć ten cholerny naszyjnik. Wydawało jej się jakby szukała horkruksu. Ciągle przyglądała się Severusowi. Znając życie jego starsza wersja ukryje go gdzieś przy nim. Szukanie Spero w Hogwarcie to szukanie igły w stogu siana. Raz nawet została zmuszona do rzucenia zaklęcia "Accio" na Severusa, który był pogrążony w jakiejś lekturze.

Dzisiaj miał odbyć się podwieczorek u Slughorn'a. Miała jakąś szansę zagadać do Severusa i wypytać się go o parę rzeczy. Od jakiegoś czasu chłopak unika ją jak ognia. Kiedy ją widzi, odwraca się na pięcie i szybkim krokiem zmierza do swojego dormitorium.
Teraz, Hermiona stoi przed wielką salą w oczekiwaniu na Lily, która za chwilę miała przyjść z pokoju, bo zapomniała jakiejś książki. Do dziewczyny podszedł nie kto inny jak Remus Lupin. Wyglądał na zawstydzonego. Od ostatniej rozmowy nie wspominali o eliksirze tojadowym. Czasami wymieniali między sobą parę słów i tyle. Remus tak samo jak Snape omijał ją. Jednak nie tak bardzo. Puszczał do niej nieśmiałe spojrzenia. Pewnie bał się, że dziewczyna może wygadać wszystkim jego największy sekret. Nic dziwnego, Hermiona też by tak reagowała.
- Hermiona... - zaczął nieśmiałe.
- Hej, Remus... - odpowiedziała, przekładając kosmyk włosów za ucho. Te kudły z pierwszej klasy ciągle wlatywały jej do oczu. Jak ona to kiedyś wytrzymywała?
- Słuchaj... Ja w sprawie tego... tego eliksiru - poinformował cicho, a Hermiona lekko się ucieszyła.
- Wiesz... Tutaj ktoś może nas usłyszeć... Przyjdź po lekcjach do nieczynnej łazienki prefektów - odparła, a chłopak lekko się zarumienił. Remus i rumieniec? Nie... Pewnie zjadł jakąś niedobrą fasolkę i teraz się to na nim odbija.
- Dobra... Do zobaczenia... - wyszeptał i wręcz pobiegł w stronę boiska do quidditch'a. Hermionie zrobiło się przykro, jej ulubionego nauczyciela. Wie, że tak na prawdę nic się nie stanie, ani nic się nie dzieje, jednak kiedy go widzi... Kiedyś taki był... Dobre z tego, że miał przyjaciół jakimi byli James i Syriusz. Petera w to nie wliczała, bo on był zdrajcą. Takim jak Snape.

*

Lekcje już minęły. Hermiona popatrzyła na zegarek. Teraz ma się spotkać z Remusem, a za godzinę ma być na podwieczorku u Slughorn'a. Szybkim krokiem zmierzała ku toalecie dziewcząt. Niestety nawet w tych czasach królowała tam jęcząca Marta i dlatego toaleta była nieczynna.
Kiedy weszła do środka, zastała zmieszanego Remusa. Nadal z rumieńcem na twarzy. Szybko podbiegła do niego, uśmiechając się szeroko.
- Więc chcesz, żebym ci go uwarzyła? - zapytała z zadowolonym tonem w głosie.
- Wiesz... Niestety dalej nie za bardzo ci ufam... - stwierdził. Hermione trochę to zabolało, ale rozumiała go.
- Słuchaj, ja na prawdę chcę ci pomóc - chwyciła go za ramiona i spojrzała prosto w jego smutne oczy. Rzadko go takiego widziała. Z huncwotami ciągle się śmiał, tryskał energią i humorem na kilometr. Żartował razem z nimi, wygłupiał się i robił kawały. Tutaj... tutaj wyglądał wręcz koszmarnie. Podkrążone oczy i blada twarz bez żadnego wyrazu.
- Ja dziękuję ci... Choć... Eliksir nie istnieje. Tylko dlatego ci nie ufam w tej sprawie. Przyglądałem się tobie... Jesteś na prawdę mądra i wiem, że nie oszukałabyś mnie I... I nawet zaczęłaś mi się podobać... - wyszeptał, a Hermionie trochę zbliżało się do śmiechu. Gdyby popatrzeć na tą scenę w trzeciej osobie to wyglądałoby komicznie. Jedenastolatek wyznaje jedenastolatce miłość w damskim kiblu. Hermiona chciała coś odpowiedzieć, ale przerwał jej jakiś krzyk.
- Chłopak! - pisk zdawał się dochodzić z jednej z kabin. Nie mylili się. Zaraz z toalety wyleciała jęcząca Marta - Już nawet nie da się spokojnie pomyśleć o śmierci, bo jakiś CHŁOPAK chce we mnie rzucić KSIĄŻKĄ! A może znowu zostanę zabita? - jęczała, a Remus patrzył na nią jakby zobaczył ducha... Idealnie - Liczę do trzech... ALBO SKOŃCZYSZ JAK JA! - pisnęła i zaczęła gonić zdezorientowanego Remusa do drzwi wyjściowych. Kiedy wybiegł, Marta wróciła.
- A ty? Chcesz się ze mnie ponabijać? - zapytała ze smutkiem.
- Em... Nie... Nie musiałaś przeganiać Remusa - poinformowała.
- Nie... Nie musiałam. Ale teraz nie muszę się bać, że przez to umrę - pisnęła.
- Przykro mi przez twoją śmierć, ale nie bój się. Bazyliszek już nikogo innego nie zabije, bo został zabity - odpowiedziała i udała się w stronę wyjścia. Zamykając drzwi, zobaczyła zdziwioną twarz Marty. Jeszcze nigdy nie zdezorientowała ducha.
*
Severus omijał Hermionę tak jak tylko potrafił. Nie rozumiał co miał oznaczać pokój życzeń. Przecież ta dziewczyna go nie interesuje, ale Lily...
Chłopak podążał z torbą w stronę zamkniętej toalety dla dziewcząt. Oczywiście Granger i Lupin zaplanowali sobie tam spotkanie. Musiał jak najszybciej ukryć to, że od jakiegoś czasu tam przesiaduje. Szybko zgarnął kociołek z ogniem i przeniósł go do najbliższej kabiny. Chciał już wyjść, ale usłyszał skrzypienie drzwi. Po chwili rozległy się kroki. To musiał być Remus, bo słyszał jego ciężkie westchnięcia. Nie mógł teraz wyjść, bo jak się wytłumaczy?
"Siedzę sobie w damskim kiblu i warzę eliksir, nie przeszkadzajcie sobie".
Nagle usłyszał kolejny dźwięk, otwieranych się drzwi. To musiała być Granger. Chciał być cicho, ale nagle obok niego pojawiła się dziewczyna. No... dziewczyna-duch. To była Marta. Poznał ją kiedy znosił składniki do eliksiru. Okazało się, że są całkiem podobni. On i ona nie mieli łatwo w szkole. Obydwoje byli wyśmiewani i nawet zaprzyjaźnili się. Jednak teraz Severus chciał, żeby Marta była cicho.
- No cześć, Severus - powiedziała z uśmiechem.
- Marto... możesz być ciszej? Tamta dwójka nie może się dowiedzieć, że tu jestem - szepnął, wyglądając przez szczelinę.
- Ach... Już mnie nie lubisz? - posmutniała.
- Nie, Marto. Proszę, nie zrozum mnie źle, ale na prawdę mi zależy, żeby... - zaczął lecz jednak coś przykuło jego uwagę.
- I nawet zaczęłaś mi się podobać - usłyszał głos Remusa. Ten niebezpiecznie zaczął zbliżać się do Hermiony. Severus nie mógł dopuścić, żeby doszło do czegoś więcej.
- Marto... Mam do ciebie prośbę... Będę ci wdzięczny... Możesz go przegonić? - zapytał z nadzieją. Marta się uśmiechnęła.
- Oczywiście, dla ciebie wszystko, ale po śmierci, kiedy twój eliksir wybuchnie ci w twarz, masz zamieszkać ze mną w toalecie - powiedziała entuzjastycznie.
- Pewnie... Ale weź go przegoń!
Marta szybko wyleciała z toalety i zaczęła swój cyrk. Coś o śmierci, coś o chłopakach... Kiedy Remusa już nie było, Hermiona zaczęła wychodzić.
- Przykro mi przez twoją śmierć, ale nie bój się. Bazyliszek już nikogo innego nie zabije, bo został zabity - usłyszał i sam stanął jak słup soli. Kiedy drzwi się zatrzasnęły, wyszedł z kabiny.
- O czym ona mówiła? - zapytał.
- O... o mojej śmieci... - szepnęła Marta, po czym zaczęła wrzeszczeć i z hukiem wleciała do jednej z toalet.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział V

Eliksiry mijały szybkim tempem. Jedynymi osobami, które ciągle zgłaszały się do odpowiedzi to Hermiona i Severus. Oczywiście jako nowe pupilki Slughorn'a zostali zaproszeni na podwieczorek. Hermiona pierwszy raz czuła się wyjątkowa, ponieważ nauczyciel eliksirów nie faworyzował chłopca-który-przeżył oraz nie wyżywał się na wszystkich jak nietoperz z lochów.
Kiedy już było po lekcjach, postanowiła udać się do biblioteki, aby znaleźć coś o tym chorym naszyjniku Spero. Spacerując zauważyła pewne drzwi...
Tak, to na pewno drzwi do pokoju życzeń. Dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej? Może Snape zostawił instrukcję właśnie tam. Otworzyła wolno drzwi i weszła do środka.
Pokój był cały w czerni. Zastała wolno palący się ogień w kominku, który oświetlał ciemność w pomieszczeniu. Przed nim leżało białe łóżko z baldachimem i szafką nocną. Na niej mieściło się kremowe piwo i ogniste whisky. Jednym ruchem rzuciła się na łóżko, nalewając sobie mocnego alkoholu. Kiedy jednym łykiem wypiła kieliszek, stwierdziła, że nie powinna tego pić. Miała dopiero jedenaście lat... Choć tak na prawdę miała osiemnaście. Odłożyła alkohol i do ręki wzięła kremowe piwo.
Wpatrywała się w ogień ze smutkiem. Ta cała sytuacja jakoś ją rozbroiła. Nie była już tą pewną siebie Hermioną, która znała odpowiedź na każde pytanie. Teraz nie wiedziała już zupełnie nic. Po ostatnim łyku, zasnęła.

*

Severus dźwigał stertę książek. Nie wiedział po jaką cholerę obiecał Lily, że odrobi jej zadania domowe z eliksirów. Ta dziewczyna tak na niego działała... Znał ją od paru miesięcy i od razu poczuł do niej sympatie. Pierwszy raz. Ona go rozumiała. Go i jego sytuacje w domu. Jednak z nią nie można było porozmawiać o czymkolwiek mądrym. O świecie czarów nie wiedziała zupełnie nic. Za to ta Granger raczej była tą mądrą. Przekonał się o tym kiedy rzuciła zaklęcie wyciszania. Jednak ona coś kręci. Musi coś wiedzieć... I za wszelką cenę się o tym przekona.
Nagle potknął się o coś i upadł na podłogę z hukiem. Za rogiem usłyszał jakieś śmiechy.
- Co Smark? Z chodnikiem nie potrafisz sobie poradzić? - zawołał Syriusz, a Potter wręcz leżał na podłodze ze śmiechu. Severus próbował się podnieść, ale ciągle coś go popychało. Po paru minutach głosy oddaliły się, a Severus mógł w końcu się podnieść. Z resztką godności otrzepał się z kurzu i podniósł swoje książki. Zna pare czarnomagicznych zaklęć, ale on nie jest taki jak oni. On nie wykorzystuje zaklęć na osoby słabsze, a na osoby, które na to zasługują. Spojrzał w prawą stronę. Powinien zastać ścianę, a zauważył wielkie, czarne drzwi. Odłożył książki na podłogę i ponownie na nie spojrzał. Przedtem ich tam nie było. Zerknął na nie jeszcze raz. Nagle go oświeciło.
Jego matka opowiadała mu o pokoju życzeń, w którym jak to mówiła "Marzenia się spełniają". Zafascynowany czytał o tym pokoju. Podobno ukazują się człowiekowi, który czegoś szczerze pragnie.
Rozglądnął się i dłonią chwycił starej klamki. Przekręcił ją i powolutku otworzył. Zajrzał do środka i przeżył szok. Z hukiem zatrzasnął drzwi i zapominając książek, pobiegł w stronę dormitorium.
Czy to jest to czego on "pragnie"? Hermiona Granger?

*

Hermiona była razem z przyjaciółmi. Harry z uśmiechem nalewał jej kremowego piwa, a Ron opowiadał historię Freda i George'a, kiedy bracia zrobili chyba najlepszego w świecie psikusa mamie. Luna tłumaczyła Ginny czym są morskie nirgle, a ruda udawała, że słucha. Fred z George'm dyskutowali na temat nowego przedmiotu do swojego sklepu z psikusami. Hermiona poczuła się jak w domu. Za chwilę pani Weasley przyniosła swoje słynne paszteciki i każdy jadł je z ochotą. Śmiała się. Po tylu miesiącach cierpienia w końcu się śmiała. Po tej wojnie... Zerknęła na drzwi i zobaczyła swojego nauczyciela, Severusa Snape'a. Wpatrywał się w nią i raczej nikt inny go nie zauważył. W końcu ze złości zatrzasnął drzwi, a Hermionie zawróciło się w głowie.

Upadła na zimną podłogę. Rozglądnęła się po pustym pomieszczeniu. Kompletnie zapomniała, że jest w pokoju życzeń. Leniwie usiadła na łóżku i wpatrywała się w obraz wiszący na ścianie. Przeniosła wzrok na prawą stronę i dostrzegła wielki, czarny zegar, z pozłacanymi wskazówkami. Była godzina dwudziesta. Powinna już wracać do swojego dormitorium. Wstała i zaczęła kroczyć w stronę drzwi. Otwarła je i ledwo zrobiła krok, kiedy zauważyła stertę książek, leżącą przed wrotami. Rozejrzała się i podniosła je.

"Własność Lily Evans"-widniała wiadomość. Dlaczego Lily zostawiła swoje książki na środku korytarza? Ponownie powróciła do pokoju życzeń. Rozłożyła podręczniki na łóżku i trochę się zdziwiła. Były tam po dwie książki z jednego przedmiotu. Na pewno nie potrzebowała ich, aż tyle. Otworzyła tę używaną i zmieniła się w słup soli. W książce była koperta, podpisana "Do pana H. Pottera". Szybko ją rozpakowała i jeszcze szybciej zaczęła ją czytać.

"Witaj, Potter,
kiedy czytasz ten list zapewne już nie żyję, a naszyjnik Spero dostałeś po mnie w spadku. Zaskoczony? Chciałbym zobaczyć twoją minę, Potter kiedy nagle znalazłeś się w roku 1971. Zapewne zastanawiasz się po jakiego Merlina ja cię tu przysłałem. Najpierw jednak wytłumaczę ci zasady.
Możesz robić to co ci się żywnie podoba. Nic, a nic nie wpłynie na przyszłość. Tak, możesz mnie dręczyć wraz z twym aroganckim ojcem, wilkołakiem, psem i zdrajcą. Jeżeli chcesz to możesz nawet kogoś zabić. Kiedy powrócisz do naszego czasu nikt nic nie będzie pamiętać, bo to się nie wydarzyło. Kolejne zasady będą pojawiały się w miejscach losowych, a jeżeli chcesz wrócić to musisz znaleźć naszyjnik.
Teraz twoje pytanie: po co?
Chcę ci pokazać jaki żałosny był twój ojciec wraz ze swoimi przyjaciółmi. Nie chodzi mi o to, że byłem słaby kiedy mnie atakowali, ale to było jednak jeden na czterech. Twój ojciec nigdy nie grał fair.
Widzisz, że nawet twoja matka go z początku nienawidziła. Ona jest również powodem twojego przeniesienia. Chcę ci, Potter jedynie pokazać prawdę. Gorzką i smutną prawdę.
S. Snape"

Hermiona otworzyła usta.
- Co? - wyszeptała. Gdzie może być ten naszyjnik? Dlaczego był dla Harry'ego? Jakie jeszcze będą zasady? Było zdecydowanie za wiele pytań. Przeczytała list jeszcze raz, bo może coś przeoczyła, ale wszystko było to samo. Słowo w słowo.
"Gorzką i smutną prawdę"? O co mogło mu chodzić? Jednak po zachowaniu Jamesa może się domyśleć. Rzecz w tym, że Snape... a raczej jego zasady myślą, że jest Harry'm. Musi się stąd jakoś wydostać. Poszukiwania naszyjnika zacznie od jutra...
Najpierw musi się porządnie wyspać

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział IV

- Witajcie, moi drodzy. Nazywam się profesor McGonagall i będę was uczyła przedmiotu jakimi są zaklęcia.
Ślizgoni i Gryfoni przysłuchiwali się kobiecie, która przed chwilą z kota, zmieniła się w człowieka. Wszyscy byli zaciekawieni lekcją, oprócz Hermiony. Ta siedziała wyprostowana, przyglądając się nauczycielce.
- Dzisiaj nauczymy się zaklęcia lewitującego - poinformowała z uśmiechem. Jej wzrok zatrzymał się na Hermionie, która przypomniała jej całą wczorajszą sytuację-Dobrze... Najpierw ruchy różdżki.
- Obrót i trach... - wyszeptała Hermiona.
- Obrót i trach-powiedziała profesor, pokazując wszystkim ruch swojej różdżki - Teraz wszyscy razem.
Ślizgoni wraz z Gryfonami powtarzali to co nauczycielka kazała im zrobić. Po krótkiej chwili, jedno pióro poleciało w powietrze.
- Ale ja jeszcze nie podawałam zaklęcia... - McGonagall chwyciła się za głowę i spojrzała w głąb uczniów. Wyłoniła Hermionę, która siedziała wyprostowana z uśmiechem na ustach, w jednej ręce, trzymając różdżkę, którą podtrzymywała pióro.
- Em... Panno Granger - zaczęła, a Hermiona spuściła wzrok na zaskoczoną nauczycielkę. Zarumieniła się i zdała sobie sprawę z tego co robi. Powinna przynajmniej poczekać do momentu, kiedy McGonagall poda wszystkim zaklęcie. Choć chciała się wszystkim pochwalić, że w tym wieku potrafi wyczarować patronusa, musiała się wycofać. Byłoby to za bardzo podejrzane. McGonagall w końcu zaczęła mówić dalej - Widzę, że w domu nauczyłaś się tego zaklęcia... - ciągła - Tak... Brawa dla panny Granger. Dziesięć punktów dla Gryffindoru.
Gryfoni zadowoleni zabrali się do rzucania zaklęć, a ślizgoni z minami prosto z pogrzebu również wzięli się za to. Hermiona nagle pomyślała, że jej wyczyn to nic takiego. Przed zajęciami w pierwszej klasie i tak znała to zaklęcie. Tak samo z lumos i alohomorą.
*
Przed kolejną lekcją miała jeszcze dobry kwadrans, więc wyszła na podwórko. Większość pierwszoklasistów jeszcze szukała klasy, w której mają się odbyć eliksiry. Hermionę ciekawiła lekcja ze Slughorn'em. Przed śmiercią Dumbledore'a uczył ją około rok. Choć wiedziała wszystko to jednak faworyzował Harry'ego. Pewnie dlatego, bo był wybrańcem.
Nagle do Hermiony podszedł młody chłopak o czarnych włosach i jeszcze ciemniejszych oczach. Oczywiście. To był Snape. Dziewczyna skrzywiła się, kiedy usiadł obok niej.
- Tyle razy się już widzieliśmy, a nadal się nie znamy. Severus Snape - odparł podając jej dłoń.
- Hermiona... Hermiona Granger - prychnęła, nie podając mu dłoni. Ten przewrócił oczami.
-Wiem, wiem. Jestem w końcu ślizgonem, a genialne gryfonki nie odzywają się do naszych wspaniałych umysłów - odparł. Hermiona zrobiła wielkie oczy - Ale ty jesteś jakaś inna... Krew? - spytał, mrużąc swe czarne oczy.
- Mugolaczka... - szepnęła.
- Ja półkrwi. Mam pytanie.. - stwierdził tajemniczym głosem - Skoro jesteś mugolaczką, to skąd wiesz o zaklęciu wyciszania, którego uczymy się dopiero w trzeciej klasie? - zapytał. Hermiona otworzyła buzię. Ten zdrajca był już przebiegły za czasów pierwszej klasy. Dupek.
- Skąd ty to wiesz?
- Nie jestem idiotą jak wszyscy Gryfoni i Puchoni razem wzięci - stwierdził. Głos największego postrachu Hogwartu przed mutacją brzmiał naprawdę śmiesznie.
- Niby jesteś taki genialny, a nie pomyślałeś, że mogłam przeczytać książki do następnych klas - powiedziała, zerkając na jego szyję. Miał na niej jakąś bliznę. Jakby ktoś pociął go nożem. Pewnie już wdał się w grono śmierciożerców.
- Cóż, biorąc pod uwagę to, że jesteś mugolaczką, a pieniądze dostaje się co roku na określoną liczbę książek i przedmiotów, stwierdzam, że raczej nie miałaś dostępu do podręczników klas starszych - zasyczał.
- Dalej nie myślisz - stwierdziła poddenerwowana Hermiona - Mamy dostęp do biblioteki w szkole.
- Ciekawe, jesteś tutaj od dzisiaj i w pięć minut nauczyłaś się tego zaklęcia? Do tego sama? Bez pomocy nauczyciela? Dla czarodzieja twego pokroju jest raczej zaklęciem na poziomie zaawansowanym.
- Szybko się uczę - warknęła. Gdyby mogła to by go zabiła. Ten zdrajca, ten morderca, ten... Hermionie brakowało słów do jego osoby. Nie wiedziała co Lily Potte... Evans w nim widziała. Nie zasługiwał na miano znajomego, a co dopiero przyjaciela. Z chęcią odradziłaby jej tej przyjaźni, ale nadal nie wie czy ma wpływ na przyszłość.
Merlinowi dzięki, właśnie zabrzmiał dzwonek. Szybko wstała i zaczęła biec do lochów. Severus siedział jeszcze przez chwilę, a zaraz podbiegła do niego zdezorientowana Lily. Snape przybrał swój obojętny wyraz twarzy.
- Sev... Severus... - zaczęła zdyszana - Wiesz... gdzie są te lochy? Chodzę po całej szkole i nigdzie ich nie ma...
Chłopak jedynie podniósł się i lekko uśmiechnął.
-Mogę cię odprowadzić-stwierdził, podając jej ramie. Ta odwzajemniła uśmiech, chwyciła go i zdała się na niego. Już za chwilę stali przed drzwiami lochów.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział III

-Jak ja się teraz stąd wydostanę?-zapytała ze łzami w oczach.
-O-opowiedz mi więcej o tym co się stało-odpowiedziała, już spokojniej Minerwa.
-Tak więc... Ale najpierw mam pytanie-Hermiona przypomniała sobie o karteczce przy przedmiocie-Wie pani coś o naszyjniku spero?
McGonagall otworzyła usta z wrażenia.
-Tak... To jeden z przedmiotów czarnomagicznych... Nie wiem o nim wszystkiego dokładnie, ale wiem tyle, że na pewno na świecie są takie dwa-poinformowała.
-Do czego służą?-zapytała Hermiona-I dlaczego są czarnomagiczne?
-Więc... Są jak taka myślodsiewnia, tylko, że człowiek, który chce zobaczyć wspomnienia staje się postacią realistyczną w życiu. Choć autor wspomnień może dać własne wymagania co do tego.
-Jakie to mogą być wymagania?-Hermiona przełknęła ślinę.
-Cóż... Może sobie zażyczyć, że twoje czyny zmienią przyszłość, albo w ogóle nie będą miały na niej wpływu, prawie tak jak w myślodsiewni. Może również dać takie polecenia jak zabicie kogoś, połączenie, zniszczenie i od razu przenosi się w czasy właściwe. Dlatego jest to przedmiot czarnomagiczny. Czymś takim można zmienić przyszłość na lepszą, ale niestety i na gorszą. Jednak nikt nigdy nie zanotował jeszcze tej dobrej zmiany. W książce "Przeszłość nad magią" opisują jedynie dwie wyprawy, którą odbyli nieznani mi czarodzieje. Niestety księgi te zostały spalone podczas pożaru w esach i floresach, a tylko tam można było je kupić. Nie wiadomo ile ludzi na świecie je posiada-odparła. Na jej biurku pojawiła się herbata, którą zaczęła wolno pić.
-Proszę pani, a gdzie mogę znaleźć informacje co mam zrobić?-zapytała załamana Hermiona.
-Cóż, niekiedy autor czeka na odpowiedni moment, aby je ujawnić-odpowiedziała.
-Czyli mam tutaj być dopóki ten dupek, Snape nie zachce mi powiedzieć co mam robić?!-wstała i zaczęła wrzeszczeć na swoją nauczycielkę transmutacji. Ta wzruszyła ramionami.
-Przykro mi, ale wygląda na to, że musisz zostać, dopóki Severus nie ujawni tego co masz zrobić-odparła wstając. Położyła swoją dłoń na ramieniu dziewczyny.
-A-ale... Gdzie ja mam się podziać? Nie mam przy sobie pieniędzy... Może przyjmą mnie do jakiejś pracy... W końcu jestem pełnoletnia...-powiedziała, a McGonagall ponownie nie ukryła zdziwienia na swojej twarzy.
-Osiemnaście?-spytała, jąkając się-Wyglądasz mi na klasę pierwszą, a do tego masz takie szaty-stwierdziła. Hermiona wystraszyła się. Podbiegła jak najszybciej do lustra i zobaczyła siebie. Siebie sprzed około siedmiu lat. Była tą dziewczynką z wielkimi zębami i włosami, które zajmowały większość wagi jej ciała. Otworzyła usta.
Zęby mi nie mogły zostać?-pomyślała, przypominając sobie sytuację na czwartym roku w Hogwarcie.
-Dobrze... To może przydzielimy cię do jakiegoś z domów i będziesz przez ten czas uczennicą?-odparła profesor, a Hermiona pomyślała, że to nie taki głupi pomysł.
-Ale ja nie mam nic... Książek, przyborów, składników, pergaminu, a nawet zwykłego pióra!-oburzyła się.
-Spokojnie... Książki możesz wypożyczyć, a resztę przedmiotów oddam ci ze skrytek dla biedniejszych uczniów-pocieszyła. Hermiona lekko się uśmiechnęła.
-Dziękuję pani... Naprawdę-powiedziała. Ta tylko puściła oko i spojrzała na wiszący zegar.
-Już późno. Idź do dormitorium.... Ach, zapomniałabym. Do jakiego domu należysz?-zapytała.
-Do Gryffindoru... Ale czy mogłabym jeszcze raz przymierzyć tiarę?-zapytała z ciekawości. Zawsze chciała to zrobić drugi raz.
-Och... Oczywiście-odpowiedziała profesor-Accio tiara!-powiedziała, a za chwilę w jej dłoniach znajdowała się tiara, która była cała zakurzona i najwyraźniej poddenerwowana
tym, że ktoś obudził ją z drzemki. McGonagall bez zastanowienia założyła ją na głowę młodej czarownicy.
-Hm... Ciekawe...-zaczęła tiara-Oh, tak. Umysł krukonki, idealnie, ale mamy tu sporą dawkę odwagi... i poświęcenia. Tak, chyba pierwsza taka czarownica od czasów Roweny Ravenclaw-tiara mamrotała, a McGonagall przyglądała się jej z zaciekawieniem. Coś jej to przypominało. Tiara męczyła się z przydziałem około pięciu i pół minuty po czym zdecydowanym tonem powiedziała "Gryffindor". Minerwa uśmiechnęła się.
-A to ciekawe-wyszeptała, odkładając tiarę.
-Co takiego?-zapytała Hermiona.
-A... przypominasz mi kogoś. Ceremonia przydziału przechodziła dokładnie tak samo-posłała jej ciepły uśmiech-A teraz idź lepiej do dormitorium... Chyba znasz drogę?
-Pani profesor, ja się tutaj uczę już siedem lat... A może teraz i osiem?- wzruszyła ramionami i wyszła.
-Już nigdy więcej kremowego piwa przed patrolem, nigdy!-stwierdziła nauczycielka.

*

Hermiona udała się w stronę swojego dormitorium. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Przez jeden, głupi naszyjnik, musi przechodzić teraz to piekło. Nie wie jak może się stąd wydostać.
Pozostało jej jedynie czekać.

*

-Nie wiem kto to-zaspana Hermiona usłyszała czyjś głos-Nie widziałam jej na ceremonii, a wcześniej nie było tu tego łóżka.
Dziewczyna przeciągnęła się i spojrzała na łóżka nieopodal. Myślała, że zobaczy Ginny, ale jednak się myliła. Owszem, dziewczyna była ruda, ale to nie była Ginny. Niedaleko niej siedziała jakaś blondynka, a w innym łóżku jakaś brunetka. Wszystkie trzy wpatrywały się tępo w dopiero co obudzoną Hermionę. Ta przypomniała sobie całą sytuacje z wczoraj. Postanowiła się jakoś usprawiedliwić, bo pytań może nie być końca.
-Hej...-zaczęła, a zielonooka dziewczyna zamrugała-Jestem Hermiona... Pewnie nie widziałyście mnie wczoraj na ceremonii przydziału?-zapytała, a wszystkie współlokatorki pokręciły głową-Po prostu... Pochodzę z Ameryki-poinformowała, a wszystkie dziewczyny wmurowało.
-To...-zaczęła, nieśmiało blondynka-dlaczego chodzisz do Hogwartu, a nie szkoły w Ameryce?
Hermiona zrobiła się czerwona. Tego nie przemyślała, a za jedną sekundę musi dać blondynce odpowiedź.
-Po prostu moi rodzice pochodzili z Anglii, ale przeprowadzili się do Ameryki... Wiecie, oni są mugolami. Musieliśmy lecieć mugolskim samolotem i po prostu spóźniłam się na pociąg. Bogu dzięki na stacji był jeszcze Hagrid. Wezwał profesor McGonagall i aportowała nas niedaleko Hogwartu.
Dziewczyny powoli przybierały normalny wyraz twarzy, a ruda wręcz się miło uśmiechnęła. Hermiona odetchnęła z ulgą. Chyba przyjęły jej kłamstwa.
-Jestem Lily Evans-odparła zielonooka dziewczyna, podchodząc do Hermiony i podając jej dłoń-Tak samo, mugolaczka.
-Miło mi-odpowiedziała, podając jej dłoń. Czyli tak wyglądała mama Harry'ego. Była naprawdę piękna. Nie wiadomo jakim cudem obrzydliwa Petunia została jej siostrą. Pomyłka Merlina.
-Jestem Alicja Adelais, czysta-uśmiechnęła się do Hermiony. Ta posmutniała. To była matka Neville'a. Za pare lat będzie tak torturowana, że straci zmysły. Taka wesoła, szczęśliwa. Nie wie co ją czeka. Hermiona odwzajemniła uśmiech (jej był trochę smutniejszy). W końcu podeszła do niej trzecia dziewczyna.
-Nora Rowling, półkrwi-przywitała się. Jej Hermiona nie znała. Dziewczyna miała krótkie włosy i niebieskie oczy. Przez chwile przypominała jej swoją matkę, Norę Granger. Szkoda tylko, że to nie ona. Miała teraz ochotę kogoś przytulić i wypłakać się na ramieniu-a powodów było mnóstwo. Jej rodzice siedzieli teraz w Australii, nawet nie wiedząc, że mają córkę. Zły czarnoksiężnik próbuje zdobyć władzę nad światem zabijając wszystkich mugolów i mugolaków. Była torturowana przez jedną ze śmierciożerczyń. Nie wie czy jej przyjaciele jeszcze żyją i do tego jest uwięziona w innym okresie czasowym. To się nazywał pech.
-Am... Ach, nie powiedziałam nazwiska, Granger-poinformowała.
-Więc... Jak ci się tutaj podoba?-zapytała Alicja, siadając na łóżko Hermiony.
-Całkiem-odpowiedziała-jak się tutaj chodzi siedem lat...-mówiła i nagle poczerwieniała. Co ona zrobiła! Miała być tutaj od wczoraj! Nawet takich banalnych rzeczy nie potrafi zapamiętać.
-Jak to siedem lat?-zapytała zdziwiona Lily.
-Em, wiecie... Chodziło mi o sny. Bo od siedmiu lat śni mi się ten zamek...-wybrnęła, a Lily uśmiechnęła się.
-Mi tak samo się śnił. Wiedziałam coś o magii jeszcze przed dostaniem listu-wspomniała-Mój przyjaciel opowiadał mi o Hogwarcie i życiu tutaj. Wspominał też o jakiś... ach, Dementorach i o więzieniu dla czarodziejów, Azkabanie-opowiadała, a dwójka dziewczyn przyglądała jej się z zaciekawieniem. Jedynie Hermionę to nudziło, ponieważ wie to od około czterech lat. Jeśli sięgnie w głąb pamięcią to chyba nawet więcej. Mogło jej coś umknąć, kiedy czytała książki przed pójściem do szkoły... Ale na razie to nie istotne.
-Em, wiecie może, która godzina?-zapytała znużona, a ruda spojrzała na swój zegarek.
-Godzina śniadaniowa-odparła i udała się w stronę swojego kufra-Lepiej się zbierajcie, bo chyba nie chcecie się spóźnić? W tej szkole naprawdę można się zgubić-poinformowała i udała się do łazienki.
Za ledwo dziesięć minut wszystkie dziewczyny były gotowe. Hermiona czuła się nieswojo z małymi dziewczynkami. Pamięta sama kiedy taka była... Panna wiem-to-wszystko, ciągle z nosem w książkach, przestrzegająca zasady... No, prawie. Ale to tylko przez Rona i Harry'ego! Teraz szybkim krokiem zmierzała ku wielkiej sali.
-Ej... Hermiona, dobrze idziemy? Chyba powinnyśmy skręcić w lewo-sapnęła Nora, a Granger pokręciła stanowczo głową.
-Nie, droga do sali jest tutaj. Zaraz skręcimy w prawo, zejdziemy po schodach, pójdziemy wzdłuż, miniemy duchy, witające pierwszoklasistów, obraz sir Karola i będziemy-odpowiedziała bez przeszkód, a wszystkie trzy dziewczyny otworzyły usta z wrażenia.
-I ty tu nigdy nie byłaś!-powiedziała Alicja.
-Mówiłam, tylko w snach-Hermiona czuła się świetnie mogąc popisywać się przed dziewczynami, które były w jej wieku... A raczej to ona była w ich wieku. Nareszcie dotarły do wielkiej sali. Nauczyciele już spożywali śniadanie. Wszystkie usiadły przy stole Gryffindoru, ale Lily nagle poderwała się i podbiegła do stołu Ślizgonów. Hermiona uważnie jej się przyglądała. Podbiegła do chłopaka, na którego wczoraj się natknęła i zaczęła z nim rozmawiać. Po pół minucie ponownie była przy stole Gryfonów.
-Kto to był?-zapytała Hermiona, chociaż zna już po części odpowiedź.
-Ach, to Severus. Mój przyjaciel, o którym wam opowiadałam-odpowiedziała, a Alicja i Nora zaczęły przypatrywać się Snape'owi.
-Ślizgon?-zapytała blondynka.
-Tak, ale ma na prawdę wielkie serce. Do tego jest mądry, a o eliksirach wie prawie wszystko-odpowiedziała, nalewając sobie soku dyniowego.
-Co, rozmawiacie o mnie?-obok Lily usiadł chłopak o czarnych włosach, brązowych oczach i okrągłych okularach.
-Odczep się, James-odparła dziewczyna, a Hermiona otworzyła szeroko oczy. Na prawdę myślała z początku, że to Harry. Z ojcem byli identyczni, gdyby nie te oczy-Mówiłam o Severusie.
-Chyba chodziło ci o Smarkelusa-odparł drugi chłopak, który miał szare oczy i czarne włosy. Poznała w nim człowieka, którego stracili tak niedawno. To na pewno musiał być Syriusz. Tylko... dlaczego się tak zachowywali? Było to do nich niepodobne.
-Eh, Syriusz...-odparła Lily z niechęcią.
-A może Smerkiusz?-powiedziała Nora, a dziewczyny zaczęły się śmiać. Syriusz zmarszczył czoło.
-Spoko, Black, one nie poznają prawdziwego faceta nawet wtedy kiedy podsunęliby im go pod nos-poinformował z uśmieszkiem James.
-Faceta?-parsknęła Hermiona. Potter spojrzał na nią.
-A ty to kto? Nie widziałem cię wczoraj na ceremonii.
-Długa historia-odpowiedziała.
-Tak długa jak smarki w nosie Smarka?-zakpił Syriusz. Hermiona oburzyła się. Jedni z tych ludzi, którzy byli jej bliscy nagle stali się kimś kogo nie znała.
-Nie poznaje was...-szepnęła, ale James ją usłyszał.
-Co? Jak to "nie poznajesz"?-zapytał z uniesioną brwią.
-Myślałam, że chłopaki waszego pokroju będą mądrzejsi-stwierdziła. Chłopaki przez chwile siedzieli cicho jedząc swoje kanapki, dopóki do stołu nie dołączyła się dwójka innych chłopaków.
-Peter! Remus! Siadajcie, właśnie mieliśmy niezły ubaw z żartów o glutach Smarka!-poinformował dumnie Potter.
-Zamknij się!-wrzasnęła Lily, a Hermiona aż podskoczyła. Dla niej ich zachowanie było dobre, ponieważ jako jedyna wiedziała czego Snape dopuści się w przyszłości.
-Lily, uspokój się. Profe... Mhm, Severus i tak tego nie słyszy. Nie musisz go bronić-powiedziała spokojnie.
-Ja nie muszę bronić Severusa? To mój przyjaciel!-oburzyła się.
Zobaczymy jakim będzie twoim przyjacielem, kiedy cię wyda Voldemortowi-pomyślała. Nagle spojrzała na Petera. Ten mały, słodziutki, pulchny chłopak ma zdradzić tych dwoje, największemu czarnoksiężnikowi ich czasów. Chciałaby wyciągnąć różdżkę i rzucić na niego Avade, ale nie może. W końcu nie wiadomo jakie Snape postawił zasady w tym głupim naszyjniku.
W końcu spojrzała na Remusa. Miał podkrążone i czerwone oczy, włosy ułożone w nieładzie i bliznę na policzku. Stwierdziła, że tej nocy pewnie była pełnia. Chyba jeszcze nie wiedział o elisksirze Tojadowym. Nie mogła patrzeć na niego jak tak dręczy się ze zjedzeniem zwykłej owsianki. Dłonie mu się trzęsły i nawet nie potrafił włożyć łyżki do ust. James, Peter i Syriusz już chyba wiedzieli o jego tajemnicy, ponieważ kiedy dziewczyny zaczynały się na niego patrzeć szybko do nich zagadywali.
-Ja.. Nie jestem głodny-stwierdził Remus, a reszta huncwotów zrobiła minę rodzaju "trzymaj się stary". Wstał i udał się w stronę wyjścia. W sumie Hermiona znała przepis na eliksir tojadowy. Zastanawiała się czy może nie spytać Lupina czy chciałby go użyć, gdyby ona go przygotowała, ale coś ją powstrzymywało. Ostatecznie skończyło się tak, że zaczęła za nim biec, krzycząc "Lup.. Remus! Stój!". Chłopak odwrócił się i spojrzał tępo na dziewczynę.
-Co? Zamierzasz się ze mnie wyśmiewać? Bo jeśli tak to możesz sobie odpuścić-odparł.
Hermiona rzuciła zaklęcie wyciszające.
-Co ty zrobiłaś?-zapytał.
-Słuchaj, ja chcę ci pomóc-zaczęła, a Remus skrzyżował ręce na piersi.
-Jak? Dojść do dormitorium?-zakpił.
-Słuchaj, wiem, że jesteś wilkołakiem-stwierdziła, a chłopak przybliżył ją do ściany i zasłonił usta dłonią.
-Ćśś! Nie mów tego głośno! Skąd to wiesz?! Od Syriusza? Jamesa? Czy może Petera?-przystawił jej różdżkę do szyi.
-Weź tą rękę-wyszarpała się-Zresztą i tak nikt nas nie słyszy. Rzuciłam zaklęcie wyciszające. I nie, nikt z powyżej wymienionych mi tego nie opowiedział-Odparła, a Remus nadal trzymał różdżkę przy jej szyi-I weź tą różdżkę! Nie znasz nawet jednego podstawowego zaklęcia to i tak mi nic nie zrobisz! Co najwyżej wybijesz oko-parsknęła.
-Więc skoro to nie oni ci o tym opowiedzieli to kto?!-Zapytał spokojniej, chowając różdżkę do szaty.
-Sama spostrzegłam. Twoje ruchy, zdenerwowanie, blizna-wskazała na policzko chłopaka-A do tego wczoraj była pełnia.
-Ale w takim razie dlaczego inni żyją, skoro będąc wilkiem powinienem ich wszystkich ukatrupić?-zapytał coraz bardziej poddenerwowany.
-Wiem, że byłeś we wrzeszczącej chacie-odparła. Chłopak otworzył usta szeroko.
-Ale...
-Eh, to nie czas na wyjaśnienia. Chcę ci powiedzieć, że znam eliksir, który powoduje, że kiedy zmieniłeś się w wilka, jesteś niegroźny i przemiana mniej boli-powiedziała z radością w głosie. Wie, że może namieszać tym w czasie, ale chciałaby, aby jej ulubiony nauczyciel choć przez chwile był szczęśliwy w życiu po tym co go spotkało... A raczej spotka.
Remus zrobił zdziwioną minę.
-Ale taki eliksir nie istnieje... Jeszcze. Dumbledore mówił, że pewien czarodziej dopiero nad nim pracuje, ale... Ale on nie istnieje.
-Ufasz mi?-spytała.
-Co?
-Pytam się czy mi ufasz?-powtórzyła.
-No... Raczej nie. Znamy się ledwo pięć minut i nawet nie wiem jak masz na imię.
-Hermiona. To teraz mi zaufasz? Ja chcę ci tylko pomóc-powiedziała, a chłopak przez chwilę się wahał.
-A skąd mam wiedzieć, że nie chcesz mi podać jakiegoś eliksiru na porost włosów czy powiększającego zęby?
-A skąd mogłam się dowiedzieć o twojej tajemnicy?-odpowiedziała znudzona dyskusją.
-Jeszcze to przemyśle-odparł. Hermiona cofnęła zaklęcie i obydwoje wybrali się na zajęcia z zaklęć.
Całej tej sytuacji przyglądał się chłopiec o czarnych oczach. Wiedział jak złamać zaklęcie wyciszające, a w tej chwili przydało mu to się... i to jak.