piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział VIII

Hermiona kolejnego dnia, wstawiła się na zajęcia. Pomagała Lily zapamiętać temat z historii magii. Razem jakoś się dopełniały. Najlepszym faktem było to, że obydwie są mugolaczkami, ale Hermiona jest już o wiele bardziej wprowadzona w świat magii. Teraz dziewczyna siedziała w wielkiej sali, jedząc obiad. Do niej podeszła wesoła Nora.
- Jestem wykończona - stwierdziła brunetka i nałożyła sobie porządną porcję ziemniaków.
- Coś o tym wiem - stwierdziła Granger.
- Słyszałaś, że chłopaki planują wielki nalot na Severusa? Ciekawe czemu się tak niego uwzięli.
- Jak to "planują na niego wielki nalot"? - zapytała Hermiona.
- No, jutro mają wysłać go do dormitorium Hufflepuff'u. To znaczy nie do końca... Wiesz przecież jak się tam dostać? - spytała, a Hermiona pokręciła głową. - Wchodzi się tam przez beczki w kuchni - szepnęła - Trzeba wystukać specjalny kod, ale jeżeli się pomylisz... Zostaniesz oblany octem - uśmiechnęła się.
- Ale Lily na to nie pozwoli - odpowiedziała Hermiona.
- Chłopaki prosili, żeby jej nie mówić.
- No dobra... Niech ma za swoje - stwierdziła szyderczo Hermiona, a Nora się ucieszyła.
- Tak na prawdę nie wiem w czym zawinił, ale fajnie wycina mu się kawały - odparła. Hermiona podzieliła uśmiech, lecz we wnętrzu poczuła ukłucie. To pewnie z przejedzenia.

*

Hermiona umówiła się z huncwotami na ten zamach. Wraz z Remusem mówiła o komnacie tajemnic, która mieściła się w beczce w kuchni, a kod do niej to stuknięcie w górną beczkę, dolną, prawą i środkową. Oczywiście wszystkiemu przysłuchiwał się Severus. Pewnie już opracowywał, że po lekcjach otworzy tajemnicze przejście. Przez przerwę obiadową, grupa dopracowywała wszelkie szczegóły.
Po lekcjach spotkali się w kuchni. Oczywiście skrzaty poczęstowały ich kanapkami i sokiem z dyni i tak czekali, ukryci za okrągłym stołem.
Po pół godzinie w kuchni pojawił się Severus. Przegonił skrzaty do roboty i zaczął przypatrywać się beczkom. Rozmyślał nad tym, że skoro tu jest komnata tajemnic, to w niej musi być Bazyliszek, o którym mówiła Granger. Wszystkim zachciało się śmiać i ledwo się od tego powstrzymywali. Jednak po połowie kodu, Hermiona ponownie poczuła to ukłucie w sercu. Przecież nie może pozwolić, żeby nic niewinny chłopak popadał w takie kawały. A może to przez to został tym złym? Może dlatego mówił tak źle o Jamesie i Harry'm? To przez złe wspomnienia. Kiedy chłopak wystukiwał ostatni kod, Hermiona jednym skokiem odepchnęła Severusa, a sama została oblana litrami, cuchnącego octu.
- Co do Merlina? - zaczął Severus. Hermiona skrzywiła się.
- Ohyda... - szepnęła. Zza stołów wyszła Nora i huncwoci. Choć chłopak nie oberwał to i tak śmiali się z dziewczyny.
- Gdybyś widziała swoją minę! - wrzasnął Syriusz, podpierając się na ramieniu Potter'a. Nawet Nora nie mogła się opanować. Za chwilę przez drzwi weszła wkurzona Lily.
- Sir Nicolas powiedział mi wszystko o waszym planie! Sev... - zaczęła, ale na widok Hermiony zbladła - Czemu ty jesteś..?
- Tak, uratowałam mu tyłek, ale tylko dlatego, że jest mi go żal - stwierdziła sucho Hermiona.
- Nie potrzebuję pomocy jakiejś szlamy! - wrzasnął Severus, po czym wyszedł. Hermiona się wkurzyła.
- Nie przejmuj się - uspokajała ją Lily - Często ma takie humory. Nie ma łatwo w domu. Dziękuję ci, że go uratowałaś - mrugnęła do dziewczyny w occie. Spojrzała z pogardą na James'a i Syriusza, po czym wyszła.
- Co ty? Zabujałaś się w Smarku? - zaczął Syriusz.
- Chyba was pogięło - warknęła.
- Zakochana para, Smark i Barbara... - śpiewał Potter.
- Dajcie spokój... On mnie uratował przed Malfoy'em - odparła. Wszyscy nagle się uspokoili i na nią spojrzeli.
- Że co? - zapytał Peter. Hermiona nadal miała ochotę go zabić, ale jednak powstrzymywała się, bo to nic nie wniesie.
- Po podwieczorku u Slughorn'a poszłam w stronę lochów... Lucjusz Malfoy tam mnie zaatakował i wygrażał się... Severus mnie uratował, rzucając na niego drętwotę - stwierdziła.
- Smark dał sobie rady z prefektem? - zapytał Syriusz. Za chwile wszyscy huncwoci wpadli w śmiech.
- Już lecę cię uratować księżniczko mugolów! Ja! Twój książę półkrwi! - wrzeszczał Syriusz z Potter'em kiedy czwórką wychodzili do dormitorium.
- Lepiej idź się umyć - zaproponowała Nora.
- Tak będzie najlepiej - Hermiona wykrzywiła się.
- A mam pytanie... Czy ty coś do niego czujesz?
- Co? - zdziwiła się Hermiona - Oczywiście, że nie. Poza tym mamy dopiero jedenaście lat i to jest żałosne, kiedy takie dzieciaki wyznają sobie "miłość" - warknęła i wyszła z kuchni.

*

Hermiona miała już dość tego wszystkiego. Wkurzona biegła długimi i krętymi korytarzami Hogwartu. Po drodze rzuciła na siebie zaklęcie oczyszczenia, więc nie śmierdziała już starym octem. Nie wiedziała właściwie gdzie chce się udać. Jej bujne włosy latały na wszystkie strony. Ze swojej torebki wyjęła gumkę do włosów i udała się w stronę zamkniętej łazienki dziewczyn. Kiedy zatrzasnęła za sobą stare drzwi, poczuła dziwny zapach. Odwróciła się i nie kryjąc zdziwienia, zbliżyła się do umywalki.
Ta była biała, pozłacana gdzieniegdzie złotem. Z jej środka wydobywał się srebrzysty dym o nieprzyjemnym zapachu. Zajrzała głębiej i zauważyła cynowy kociołek, w którym była jakaś substancja o zielonym kolorze. Rozejrzała się po łazience, ale nikogo nie zauważyła. Zerkając na prawą stronę, spostrzegła notatki. Niektóre pergaminy były popisane do najmniejszego skrawka, a inne jeszcze pokreślane, że nie można było doczytać co tam jest napisane. Próbując rozszyfrować czyje to pismo, zauważyła podpis na górze pergaminu.
"Eileen Prince, 1941,
badania dla mojego przyjaciela, Ksefilusza GRIFFITHS"
Hermiona spojrzała na resztę notatek. Czytając coraz więcej spostrzegła, że eliksir ma być lekarstwem na wilkołactwo.
"Skutki eliksiru:
-pozbycie się wilkołactwa i jakichkolwiek jego objawów,
-brak kolejnego zarażenia się wilkołactwem".
To co Hermiona przeczytała, było niedorzeczne. Wszystko było przekreślone wielkim znakiem "X". Spojrzała na drugą kartkę papieru.

"S.S. 1971
Niedorzeczne są skutki eliksiru, który nigdy nie zaistnieje"
- Wyjąłeś mi to z ust...- szepnęła z ironią Hermiona i zaczęła czytać dalej.
"PRAWDZIWE skutki eliksiru:
-Nie zagrażanie środowisku,
-Mniej bolesna przemiana".
Hermiona zmrużyła oczy. To były przecież skutki eliksiru tojadowego! Severus nie wiadomo po co pracuje nad nim! Ale po cholerę jasną: po co? Kto to jest Eileen Prince..?
Ah, tak. Matka Snape'a. Pamięta to, bo z początku myślała, że to ona jest "Księciem Półkrwi". Popatrzyła jeszcze chwile na notatki i zauważyła, że nie są skończone. Zamiast dżdżownicy była napisana stonoga... Wygląda na to, że rozwój tego eliksiru jest dopiero w toku. Szybko wzięła pióro, leżące po jej lewej stronie, zamoczyła w czarnym atramencie i zaczęła poprawiać wszelakie błędy w składnikach eliksiru, a było ich sporo.
Kiedy skończyła, podeszła do najbliższego lustra i spięła swe bujne włosy w kok. Po dokładnym przejrzeniu się, wyszła.


3 komentarze:

  1. Wszystko okej z jednym wyjątkiem: Skąd Syriusz i James wiedzą o tym, że Snape jest Księciem Półkrwi skoro to było dopiero na ich szóstym roku? Ciekawe jak Severus zareaguje na to, że ktoś mu ruszał notatki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie wiedział, że jest księciem półkrwi :D O to mi właśnie chodziło ^^
      Wiedział, że Snape jest półkrwi, a Hermiona mugolakiem-Ją nazwał żartobliwie księżniczką mugoli, a jego księciem półkrwi :D Chodziło mi o to, aby właśnie stworzyć to tak, że sam Potter i Syriusz nie zdają sobie z tego sprawy :D
      Dziękuję za komentarz ^^

      Usuń
  2. Długo nie piszesz,stało się coś?:D
    Zakochałam się w Twoim blogu,jest cudowny ! :D
    Taka inna opowieść,bo jeszcze nie czytałam o takim przypadku jak naszyjnik . No i te podpowiedzi Seva omnomnom *.*

    OdpowiedzUsuń