czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział VII

W końcu nadszedł czas na podwieczorek. Severus zajął miejsce przy Slughornie, a Hermiona usiadła na przeciwko, obok jakiegoś puchona i krukonki. Oczywiście nie odbyło się bez pytań.
- Całkiem ciekawie, Black - powiedział jakiejś blondynce. Na pewno musiała być w ostatniej klasie - Am... Granger, od pani McGonagall słyszałem, że twoi rodzice są mugolami... Zatem kim są z zawodu? - zapytał, delektując się lodami z ananasem.
- Są den... - zaczęła, ale pomyślała, że może trochę pozmyślać. Zawsze było jej wstyd, kiedy przyznawała się, że są dentystami - Mama pracuje jako ambasadorka, a tata pracuje w NASA - odparła, a wszyscy popatrzyli się na nią ze zdziwieniem. Tylko niektóre mugolaki lub półkrwi wiedziały co to jest NASA.
- A, Hermiono, powiedz nam co to jest ta "MASA" - Slughorn podniósł jedną brew ze zdziwienia.
- To jest firma, specjalizująca się w loty w kosmos - zatriumfowała.
- A czy ten zawód jest niebezpieczny?
- I to jak - odparła. Każdy patrzył na nią, jakby była Merlinem.
- To na prawdę fascynujące, że zwykłe mugole mogą tyle zrobić bez magii - odparł. Po paru minutach ciszy, zwrócił się do tajemniczego dziecka z czarnymi oczami.
- A ty... Severusie? Kim są twoi rodzice?
Snape bez żadnej radości zaczął mówić.
- Jestem półkrwi. Moja matka-czarodziejka pracuje w świecie mugoli, jako pielęgniarka, a ojciec-mugol chwilowo nie pracuje.
Wszyscy spojrzeli na niego. Nie wydawał się być dumny, kiedy mówił o rodzicach. Wręcz był przygnębiony.
- Ach...- jęknął Slughorn - Panno Black, jak tam twoja matka? Kiedyś się znaliśmy. Chodziliśmy do jednej klasy... - szybko zmienił temat.

*

Kiedy podwieczorek minął, Severus wręcz z niego wybiegł, a Hermiona go zgubiła. Błądziła wokół lochów, mając nadzieję go jeszcze znaleźć. Kiedy usłyszała czyjeś głosy, zbliżyła się, ale szybko zrozumiała, że to nie Snape.
- Lucjuszu, boję się - usłyszała głos blondynki, która była na podwieczorku.
- Narcyzo, nie bój się. Moi rodzice mu ufają. Świat będzie wolny od szlam, a to jest nasze drugie postanowienie - pocałował ją, a Hermiona jęknęła i chwyciła się za usta. To na pewno byli Malfoy'owie. Lucjusz rozejrzał się podejrzliwie - Idź do dormitorium... Ja zaraz dojdę - jeszcze raz musnął ją w usta i pozwolił oddalić się swojej lubej. Po chwili szybkim krokiem zbliżał się do ukrytej Hermiony. Tej stanęło serce. Próbowała nawet nie oddychać. Kiedy zauważyła wychylonego Malfoy'a, pomyślała, że to jest już koniec.
- A ty dzieciaku co tu robisz? - zapytał, chwytając ją za kołnierz i przystawiając różdżkę do gardła -  Podsłuchujesz? Rodzice uczyli cię, że to niegrzeczne? - zapytał ironicznie. Spojrzał na jej odkryty nadgarstek - "Szlama"? Czyli jesteś zwykłą, brudną szlamą? - warknął - Chyba już wiesz jaki czeka cię los przed Vol... - nagle przerwał. Zaczął wpatrywać się tępo w ścianę, po czym upadł. Hermiona zauważyła za nim Severusa z wyciągniętą różdżką.
- Nie powinno cię tu być - stwierdził, odwracając się na pięcie. Próbował iść, ale Hermiona chwyciła go za ramię.
- Czego ty ode mnie chcesz? - zapytał.
- Czemu ty mnie omijasz? - odpowiedziała pytaniem.
- Bo mam takie prawo - stwierdził. Hermiona ponownie przyglądała się jego bliźnie. Teraz jednak coś przykuło jej uwagę.
- Twój... naszyjnik - szepnęła.
- Co? Ten? - zapytał, ściągając go z szyi. Hermionę wmurowało. Tak, to był naszyjnik Spero.
- Czy... czy ja mogłabym? - spytała, wyciągając dłoń. Severus popatrzył na nią z podejrzeniem, ale podał go dziewczynie. Oglądała go z każdej strony.
Chcę wrócić do domu... Chcę wrócić do domu... - powtarzała w myślach. Za chwilę zrobiło jej się słabo i upadła. Myślała, że to koniec... A to dopiero początek.

*

Obudziła się w skrzydle szpitalnym. Przetarła oczy i rozglądnęła się dookoła. Po ciemku podbiegła do drzwi. Lekko uśmiechnęła się. Chyba przeniosła się we właściwy czas. Opadła na swoje łóżko i wpatrywała się w sufit. Wpatrywała się w sufit dopóki...
- Dzień dobry, panno Granger-nad jej głową, pojawiła się twarz staruszka z brodą do klatki piersiowej. Ta otworzyła szeroko oczy i jak najszybciej usiadła.
- Podobno chciałaś mnie widzieć - usiadł obok niej. Ta poznała tego człowieka. To na pewno był Dumbledore, tylko był taki jak inni-młodszy.
- Profesorze... - zaczęła. Ten ze swojej kieszeni wyciągnął jakieś opakowanie.
- Cytrynowego dropsa? - zapytał. Ta pokręciła głową.
- Panie profesorze, nie wiem co się stało... Czy profesor McGonagall opowiedziała panu wszystko? - zapytała.
- Ależ oczywiście - odparł, wkładając do ust mugolskiego cukierka.
- Więc... Znalazłam ten naszyjnik, ale... Ale on mnie nie przeniósł... Przynajmniej widzę to po panu - stwierdziła.
- Wiesz... Pierwszy raz usłyszałem taką pokręconą historię. Ministerstwo magii chyba by mnie zabiło, gdybym od razu ci zaufał... Kiedyś zaufałem innemu człowiekowi...
- Tom'owi Riddle'owi... - szepnęła.
- Tak, a teraz widzisz dlaczego nie mogę ci zaufać?
- Ale... To pan zawsze nam wszystkim ufał... Ale... Pan ma racje. Pan ponownie zaufa komuś, kto pana zdradzi - syknęła, wspominając Snape'a. Dumbledore jedynie westchnął.
- Czasem życie zmusza nas do poświęceń - stwierdził cicho, a Hermiona przyglądała mu się. Ile to już minęło od jego śmierci. Teraz jest jedynie wspomnieniem.
- Panie profesorze... Wie pan kto pana zabije? - zapytała.
- Nie... Minerwa nie potrafiła się wysłowić i postanowiła mnie tu do ciebie wysłać.
- Dlaczego tu trafiłam? - spytała, ponownie rozglądając się.
- Podobno zemdlałaś, a sprawę zgłosił Severus Snape - odparł, wkładając kolejnego dropsa do ust. Hermiona wzdrygnęła się na jego imię.
- To on...
- ...mnie zabije? - dokończył Dumbledore.
- Tak... - stwierdziła. Ten jedynie podniósł kąciki ust.
- Ja już lepiej pójdę. Porozmawiamy kiedyś razem w lepszych warunkach - odpowiedział, wstał i wyszedł.
Dla Hermiony to nie miało sensu. Przecież było wyraźnie napisane, że musi znaleźć ten naszyjnik to znajdzie się w czasach współczesnych. Powierciła się trochę w łóżku, bo coś ją ugniatało. Spojrzała pod pościel i ponownie zauważyła kopertę. Oczywiście była zaadresowana na Harry'ego. Od razu zaczęła go czytać.

"Myślałeś, że to będzie takie proste, Potter? Ze mną nie ma tak łatwo.
Jeżeli znajdziesz naszyjnik, przeniesiesz się jedynie dwa lata dalej, a od użycia naszyjnika musi minąć przynajmniej miesiąc, bo stanie się to co właśnie się stało. Szukaj naszyjnika dopiero za trzy tygodnie. Mam nadzieję, że nie zwariujesz w moim mądrym towarzystwie, przy twojej głupocie.
S. Snape"

Nosz, ten nienormalny, nietoperzowaty, pokręcony, tłustowłosy dureń! Po cholerę ruszała ten naszyjnik?! Teraz musi spędzić tyle miesięcy... a nawet lat w tych wspomnieniach! To... Szkoda słów. Rzuciła kopertę w kąt, a ta spłonęła. Hermiona jeszcze bardziej się oburzyła, aż w końcu zasnęła.

2 komentarze:

  1. Och, rozumiem, że Hermionie nie bardzo odpowiada zaistniałas sytuacja, ale musi się poświęcić dla czytelników ;D Ogólnie, muszę powiedzieć, że historia coraz bardziej mnie wciąga, ale akcja dzieje się trochę szybko. Oprócz tego wszystko ok ;) Czekam na następnego nexta!

    OdpowiedzUsuń